Multitasking – przekleństwo wielu możliwości i sztuka podejmowania właściwych decyzji – Kasia Gandor – kasiagandor.com

FB_IMG_1482494741051

Każdy dzień to setki decyzji. Część z nich podejmujemy ot tak, niewiele myśląc i opierając wybory na emocjach czy nawykach. W dokładnie taki sposób podjęłam na przykład decyzję o tym, by rozpocząć pisanie tego tekstu. Ale są też decyzje wymagające wiele zastanowienia – zasługujące na namysł, więcej spokoju i więcej informacji. O, właśnie – informacji. Czy wy też czasami czujecie, że dobrodziejstwo, jakim jest dostęp do nich, ma też w sobie coś z przekleństwa? Jeśli tak, nie jesteście sami.

Przyznaję się bez bólu – nie jeden, nie dziesięć i nie sto piętnaście razy zdarzyło mi się stać przed wysoką na pięć i szeroką na dwadzieścia metrów półką w hipermarkecie, przez wiele minut próbując wybrać, który z tysiąca rodzajów keczupów będzie najbardziej odpowiedni dla mnie i moich sojowych parówek.

Zimowe buty kupowałam przez dwa tygodnie, poświęcając dziesiątki godzin życia na skrolowanie kilometrów stron internetowych i bombardując własny mózg tysiącami informacji o cenach, kolorach, wzorach, podeszwach, materiałach, zwrotach i gwarancjach. Zanim wybiorę się do kina, muszę obejrzeć trailer, przeczytać opinie o filmie, zorientować się, co dotychczas tworzył reżyser i sprawdzić, czy kojarzę grających w nim aktorów z innych ról.

Każdego dnia, nawet przy wykonywaniu zupełnie prozaicznych czynności, zaśmiecam mój umysł informacjami, których tak naprawdę zupełnie nie potrzebuję. A przeładowany umysł ma do siebie to, że lubi się zacinać.

Tymczasem zasoby silnej woli i zdolności do podejmowania decyzji przypominają trochę mięsień i nie są niestety w stanie działać bez końca. Decyzyjność jest ograniczonym zasobem, który łatwo się wyczerpuje i wymaga regularnego regenerowania, dokładnie tak samo jak regeneracji wymagają zmęczone po treningu mięśnie.

Skąd to wiadomo? Ano na przykład z eksperymentu przeprowadzonego w latach 90., podczas którego badanych ochotników podzielono na dwie grupy. W pierwszej fazie doświadczenia osoby poddawane obserwacji zasiadły przy stole, na którym znajdowała się czekolada oraz rzodkiewki. Jedna z grup otrzymała polecenie, by powstrzymywać się od zajadania słodkości i chrupać wyłącznie warzywa. Druga mogła zjadać, co tylko chciała. W następnej fazie ochotników poproszono o rozwiązanie bardzo trudnej łamigłówki. Okazało się, że osoby z grupy, która zmuszona była do podejmowania nieustannej decyzji o niejedzeniu czekolady, poradziły sobie z zagadką o wiele gorzej niż te, które nie musiały poświęcać jedzeniu żadnej uwagi.

Naukowcy podejrzewają, że moce przerobowe ich mózgów zostały najprościej w świecie zużyte na etapie powstrzymywania się od przyjemności, przez co zabrakło im pokładów silnej woli, by zmierzyć się z trudną łamigłówką i nie poddać przy pierwszej porażce w starciu z nią.

Choć na pozór wydaje się, że w dobie nieustannego bombardowania informacjami wszelkie nasze decyzje powinny być trafne oraz przychodzić nam łatwo, bo przecież to właśnie teraz (jak nigdy dotąd) mamy możliwość, by opierać je na niezliczonej ilości faktów, tak naprawdę z naszą decyzyjnością jest coraz gorzej. Każda kolejna informacja, z którą przychodzi nam się zetknąć, wymusza na naszych mózgach uruchomienie osobnego procesu decyzyjnego. Zainteresować się tym nagłówkiem, czy nie? Przeczytać cały artykuł, czy tylko wstępniak? Odpowiedzieć na wiadomość już teraz, czy za moment? Książkę, którą znajomy polecił na Twitterze, lepiej kupić, czy wypożyczyć? Odblokować telefon, czy tylko zerknąć na powiadomienia?

W obliczu niezliczonych bodźców, które docierają do nas bez ustanku, podejmowanie nawet najprostszych decyzji staje się niesłychanie trudne. Każdy z tych setek drobnych rozpraszaczy niepostrzeżenie wyczerpuje nasze pokłady silnej woli i decyzyjności, sprawiając ostatecznie, że zaczynamy wybierać źle lub wcale. W pewnym badaniu udowodniono na przykład, że klienci sklepów internetowych, którzy konfrontują się z informacjami o dziesięciu opcjach zakupowych, wybierają lepsze towary (tj. wyższej jakości i w lepszej cenie) niż ci, którzy zapoznani zostają z aż pięćdziesięcioma opcjami.

Wiele badań dowiodło również, że gdy czujemy się przytłoczeni informacjami, z większą łatwością uciekamy od podjęcia decyzji. Składa się na to zarówno poczucie zagubienia i niemożność ustrukturyzowania danych, z którymi się stykami, jak i poczucie, że w obliczu tak wielu możliwości żaden z wyborów nigdy nie będzie idealny (wśród tysiąca odrzuconych opcji zawsze znajdzie się przecież taka, której niewybrania będziemy żałować).

Więcej informacji nie zawsze oznacza więc lepszy wybór. Psychologia zdaje się potwierdzać, że w nasze mózgi wbudowany jest jakiś system zdolny do wybierania wystarczająco dobrze poza kontrolą naszej świadomości, a zarzucanie go zbyt wielką ilością faktów, danych i informacji prowadzi nie do udoskonalenia, ale wręcz do zaburzenia jego pracy.

Dodatkowo zadania wymagające kreatywności najlepiej jest inkubować w mózgu przez jakiś czas, pozwalając myślom na ich temat na pojawianie się w tle i towarzyszenie nam przez kilka dni na spokojnie, bez zaburzania ich rytmu niepotrzebnymi danymi. Zadania wymagające fantazji – ot, chociażby praca grafika, architekta, czy muzyka – nie za bardzo lubią się ze sztywnymi terminami i ramami i absolutnie nie wynika to z niczyjego lenistwa ani niezorganizowania. Po prostu najlepsze pomysły przychodzą do nas, gdy mózg jest raczej w trybie stand by niż gdy za wszelką cenę zmusza się go do wymyślenia czegoś spektakularnego.

Co robić, aby nie bombardować się danymi i decydować ciut lepiej? Całkiem rozsądnym posunięciem wydaje się na przykład zrezygnowanie z multitaskingu. Choć to kusząca koncepcja, bo kto nie chciałby załatwiać dziesięciu spraw w czasie, który normalnie poświęca się na jedną, to jednak psychologia i neuronauka przestają mieć w tym względzie jakiekolwiek wątpliwości.

Multitasking to bzdura i ułuda, w trakcie której nasz mózg i tak zajmuje się jednym (i tylko jednym!) zadaniem z listy, tracąc jedynie sporo energii i uwagi na przełączanie się między rzeczami do zrobienia. Poczucie, że robimy więcej niż w rzeczywistości wynika wyłącznie z przerzucania uwagi z jednego zadania na drugie i jest tak naprawdę sprzeczne z rzeczywistą wydajnością i osiągami naszego umysłu. Multitaskingowcy wcale nie robią więcej, a wręcz przeciwnie – ich efektywność prezentuje się gorzej w porównaniu do osób stosujących starą dobrą metodę skupiania się na pojedynczych zadaniach.

Regularne zmuszanie mózgu do zajmowania się wieloma zadaniami jednocześnie obniża zdolność uczenia się i zapamiętywania oraz wywołuje w mózgu coś w rodzaju uzależnienia. Wyrzuty dopaminy spowodowane nieustannym przełączaniem uwagi sprawiają, że mózg zostaje nagrodzony za utratę skupienia i koncentrowanie się na zewnętrznych stymulacjach, zamiast na rzeczach do zrobienia.

To właśnie dlatego zajrzenie na Facebooka, sprawdzenie Instagramu i maila jest tak kuszące, gdy jesteśmy w samym środku pracy nad skomplikowanym i wymagającym uwagi zadaniu. Dobrze jest też pamiętać, że multitasking można uprawiać nie tylko w otchłaniach korporacyjnych boksów, będąc jednocześnie pod telefonem, robiąc przelew i wysyłając komuś raport na wczoraj. Multitasking to także odpalanie dwudziestu kart w przeglądarce, przerywanie czytania książki tylko po to, by sprawdzić, co nowego wydarzyło się na Snapchacie, albo też jednoczesne robienie manikiuru, makijażu i obiadu.

I wiecie co? Ja już na dzisiaj mówię informacyjnemu szumowi i milionom bodźców dość. Odłączam się do świata, w którym żadne dane mnie nie dosięgną i ten sam sposób polecam i wam.

Bez odbioru:)

 
Komentarze

coś w tym jest i też coraz częściej odłączam się od bodźców. im mniej szumu tym jestem spokojniejsza i bardziej efektywna 🙂

oj tak od czasu do czasu przydałoby się wyłączyć i odciac od tego zycia w biegu

a ja już dawno przywyczaiłam sie do robienia kilku rzeczy jednocześnie. jest to dla mnie zupełnie naturalne. za to sa również momenty kiedy odpoczywam ale tak naprawdę odpoczywam i nic nie zakłóca mojego spokoju 🙂

niby wszystko racja, ale ciesze się że mam możliwość wyboru i nie jest mi narzucone co muszę np jeść czy w jakich butach chodzić

takie sa blaski i cienie dzisiejszych czasow 😉 mlodym latwo sie w tym odnalezc ale starsi maja problem …

niestety w tą stronę podąża przyszłość aż strach pomyśleć jak to będzie wyglądało kiedy moje dzieci będą miały dzieci…

trudne słowo ale jak się okazuje nie takie to straszne jak sie wydaje a wrecz pospolite i powszechne w dzisiejszych czasach … 😉

Zostaw odpowiedź

Weryfikacja antyspamowa – wpisz odpowiednią cyfrę Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.