Ojcostwo w młodym wieku : Jak uratowało mnie przed życiem, którego bym żałował? – Kamil Nowak – blogojciec.pl

photo-1458200830758-34c37b884f58

Gdy miałem naście lat, musiałem, podobnie jak większość ludzi, zdecydować co chcę robić w życiu. Musiałem zdecydować czy idę do pracy czy idę na studia czy korzystam z jeszcze innej drogi. A jeśli studia, to jakie studia, a jeśli praca, to jaka praca? Paradoksem jest to, że jeszcze miesiąc wcześniej musiałem pytać czy mogę wyjść do toalety, a nagle postawiony został przede mną wybór, który miał w dużej mierze ustawić całe moje przyszłe życie.

Jak można więc w takiej sytuacji dokonać dobrego wyboru?

Przemyślany to on może i był, ale dobry? Sam nie wiem. Wiem na pewno, że wielokrotnie go żałowałem. Wiem również, że gdyby nie pojawiły się moim życiu dzieci, dzisiaj miałbym na koncie jeszcze więcej wyborów, których również pewnie bym żałował.

JESTEŚ WOLNY, MASZ CZAS

„Masz tak dużo czasu, że wszyscy co ważne może spokojnie poczekać.” – tak mówiła mi moja podświadomość, gdy chodziłem do liceum. Człowiek chodził do szkoły i cały czas myślał ile to on ma pracy, ile to ma obowiązków i jaki to on jest zarobiony z tego powodu. Wracał więc po szkole zmęczony, trochę pograł, coś obejrzał, spotkał się ze znajomymi i tyle. Czasem jakiś spacer, czasem jakiś wypad na wodę, czasem jakaś impreza. Ogólnie żyć nie umierać. A marzenia? Jeszcze kiedyś przyjdzie czas na ich spełnianie.

Podobnie było, gdy po szkole pracowałem w wakacje. Dokładnie ten sam schemat. Praca, dom, zabawa, sen i zapętlić. Nie byłem w tym nawet specjalnie wyjątkowy. Gdzie nie spojrzałem, tam widziałem ludzi robiących dokładnie to samo. Zarówno gdy dotyczyło to pracy, jak i nauki. Czasem mieli 20 lat, czasem 25, czasem 30, a czasem nawet 35. Praca, dom, zabawa, sen i zapętlić.

Było im dobrze, więc po co mieliby coś zmieniać?

„NA SZCZĘŚCIE POJAWIŁY SIĘ DZIECI”

Gdy teraz myślę sobie o tym, że mógłbym ostatnie 10 lat spędzić w ten sposób, to robi mi się słabo.

Nawet jeśli wydawało mi się, że jest mi dobrze, to w głębi siebie doskonale wiedziałem, że to nie jest to, co chcę robić w życiu. Wiedziałem, że w życiu chodzi o coś więcej niż o chodzenie do pracy i płacenie podatków.

Niby było mi dobrze, ale jednak cały czas czekałem na odpowiedni moment, aby coś w swoim życiu zmienić. Cały czas silnie wierzyłem, że ten moment w końcu nadejdzie i wtedy wszystko się zmieni, a ja będę żył życiem swoich marzeń. Taki kopciuszek, tylko wersja z wygraną w totolotka. Oczywiście było to bardzo naiwne myślenie, ale pomagało mi utrzymywać się w tym stanie, w którym nic nie musiałem dodatkowego robić, a jednocześnie przekonywałem siebie, że taki stan rzeczy jest w porządku, bo najlepsze jeszcze przecież nadejdzie.

Teraz widzę doskonale, że idąc tym tokiem myślenia czekałbym tak ostatnie 10 lat, a później jeszcze kolejne 35 i raczej bym się niczego specjalnego nie doczekał.

Na szczęście pojawiły się dzieci.

I TO BYŁ KONIEC „BEZTROSKI”

Nagle okazało się, że doba ma 24 godziny, a nie tylko 8. Że nawet jak się studiuje dziennie, to da się jeszcze pracować, zajmować domem i spędzać czas z rodziną. Wcześniej wydawało się to wręcz niemożliwe.

Pamiętam jakie było ze mnie ciele, gdy szukałem pracy w poprzednie wakacje: wysyłałem CV i czekałem na cud. Kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt. Poszły w eter i w ciągu tygodnia miałem parę telefonów, ze dwa spotkania i zero efektów. W końcu po prawie miesiącu znalazłem coś przez jakiegoś znajomego.

Natomiast gdy rzeczywiście zależało mi na znalezieniu pracy, bo miałem stać się ojcem, to dzwoniłem do każdej firmy, która szukała ludzi i sam się wręcz wpraszałem na spotkania. W ten sposób nie dość, że znalazłem pracę w ciągu dwóch dni, to znalazłem taką, którą mogłem spokojnie pogodzić ze studiami.

PRZESTAŁO MI TEŻ W KOŃCU ZALEŻEĆ NA DOBRYCH OCENACH

Pamiętacie jaka to była tragedia dostać złą ocenę w szkole? Ile nerwów, ile stresu, ile problemów? A teraz jak pomyślę sobie o tym jakie znaczenie ma dowolna ocena na moim świadectwie, to wzbiera we mnie pusty śmiech. Dlatego też, gdy opuszczałem licealne mury, to miałem średnią 4,8 i maturalne świadectwo z czerwonym paskiem, a gdy wychodziłem z mojej uczelni z dyplomem (którego notabene odebranie zajęło mi jakieś 4 lata), to ledwo przebiłem średnią 3,0.

Bo te oceny nie miały dla mnie żadnego znaczenia. Znaczenie miało to, aby te studia skończyć. Aby zdobyć wiedzę, tam gdzie mnie to interesowało, a nie na dziesiątkach przedmiotów w ogóle nie związanych z moim kierunkiem. Znaczenie miało to, aby jednocześnie utrzymać pracę. Znaczenie miało to, aby moja rodzina była szczęśliwa, a dom w miarę ogarnięty. To były priorytety.

KOLEJNE DZIECI, KOLEJNE WYZWANIA

Paradoksalnie kolejne dzieci, które w teorii powinny odbierać dodatkowy czas i energię, motywowały mnie to do kolejnych wyzwań. Im teoretycznie mniej miałem czasu, tym lepiej potrafiłem go wykorzystać i tym więcej rzeczy potrafiłem wykonać. Im więcej było do zrobienia, tym lepiej byłem zorganizowany i tym większych zadań się podejmowałem.

Gdy miałem jedno dziecko, między różnymi innymi rzeczami działałem również jako wolontariusz w okolicznym stowarzyszeniu. Gdy miałem dwójkę dzieci, byłem jednym z dwóch założycieli fundacji, która kontynuowała działania stowarzyszenia, ale na znacznie większą skalę, dzięki czemu ilość odbiorców naszych działań wzrosła kilkukrotnie. Gdy miałem trójkę dzieci, przekazałem działania fundacji współzałożycielowi, a razem z żoną otworzyliśmy firmę, przy której spędzaliśmy każdą wolną chwilę. Po roku prowadzenia firmy, która dalej potrzebowała sporo uwagi, z trójką dzieci pod opieką, z czego najmłodszy miał dwa latka i jeszcze nie chodził do przedszkola, postanowiłem założyć blog, który miał być w założeniu aktywnie prowadzony. Bo to było moje małe marzenie i stwierdziłem, że jeśli muszę zacząć każdego dnia wstawać dwie godziny wcześniej, aby je zrealizować, to jestem gotowy spróbować.

Nawet gdy teraz o tym myślę, to chyba byłem lekko szalony. Niemniej mimo wszystko się udało. Firma działa dalej, a blog też sobie nienajgorzej radzi. Jednocześnie jestem pewny, że żadna z tych rzeczy nie miała by miejsca, gdyby nie fakt, że zostałem ojcem.

OJCOSTWO TO ŻADNA WYMÓWKA

Wiem, że część ludzi w młodym wieku traktuje informację o zostaniu rodzicem jak informację o końcu świata. Jak gdyby ich życie miało się skończyć właśnie w tym momencie. Ja to w pełni rozumiem – człowiek w takiej sytuacji całkiem słusznie obawia się o utratę swojej wolności i niezależności. Jednak w moim przypadku dzieci nie tylko nie odebrały mi chęci do życia, ale wręcz przeciwnie – sprawiły, że pierwszy raz odkąd pamiętam poczułem, że naprawdę żyje. Że naprawdę coś robię, co ma jakąś wartość. Że nie poświęcam swojego czasu na bzdety, lecz na rzeczy rzeczywiście istotne.

Wreszcie poczułem, że życie nie ucieka mi przez palce.

Gdy patrzę na to z perspektywy czasu, widzę 10 wspaniałych lat w miejscu, w którym mogłoby się pojawić coś zupełnie innego i coś znacznie mniej wartego uwagi. Coś, czego pod koniec życia mógłbym żałować.

Oczywiście nie twierdzę, że trzeba zostać ojcem, aby dostać porządnego kopa do działania i jestem pełen podziwu dla ludzi, którzy potrafią coś takiego osiągnąć bez dodatkowej motywacji. Niemniej ja osobiście tego nie potrafiłem i wiem, że gdyby nie moje trzy szkraby, to dalej bym tego nie potrafił. Za to i za wiele innych rzeczy jestem im i mojej żonie, niezwykle wdzięczny.

 
Komentarze

Wiesz, trochę Ci zazdroszczę. Moje losy potoczyły się trochę inaczej. Dla mnie nawet myśl o zostaniu ojcem napawała przerażeniem, a to dlatego, że bałem się, iż to nastąpi z kobietą, której nie będę pewien. Nie, żebym spotykał się z nie wiadomo iloma: wręcz przeciwnie. Starannie wybierałem, i na tym wybieraniu zleciało mi wiele lat. Dziś mam prawie 40 i wiem, że pewne rzeczy już mi uciekły, pewnych nie doświadczę, bo jest po prostu za późno. Na ojcostwo może jeszcze nie jest za późno- o ile przestanę wybierać, a w końcu wyboru dokonam. Czas pokaże.
Pozdrawiam.

to są życiowe historie. ktoś kto nie przeżył podobnej, ten nie wie jak to jest 🙂 warto przeczytać!

pojawienie się dzieci komplikuje wiele kwestii ale też przy nich wiele spraw wydaje się totalnie błachych. uczą dobrej organizacji dnia, zresztą wydaje mi się, że mimo wielu wyrzeczeń (przynajmniej z pozoru) życie bez nich nie było by takie kolorowe 🙂

fantastycznie napisane! pojawienie się dzieci mobilizuje do działania. w końcu kiedyś trzeba faktycznie dorosnąć.

świetny artykuł, daje do myślenia! zawsze takie historie z zycia wzięte są najlepsze, bardzo motywują

Zostaw odpowiedź

Weryfikacja antyspamowa – wpisz odpowiednią cyfrę Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.