Po czym poznasz, że pracodawca ma klasę? – Judyta Kokoszkiewicz – zudit.pl

telefon

Agnieszka Dzieniszewska/buuba.pl

Kto z nas nie pamięta tego starego dowcipu o rozmowie kwalifikacyjnej: kandydat już właśnie wychodzi, a rekruter mówi na pożegnanie: „To my do pana oddzwonimy. – Ale ja nie mam telefonu. – Nic nie szkodzi!”.

Sama znam to doskonale.

Pamiętam, jak poszłam na rozmowę kwalifikacyjną do mojej obecnej pracy w redakcji gazet wnętrzarskich. Rekrutację prowadziły dwie dziennikarki (dziś moje koleżanki z pokoju) oraz dyrektor wydawniczy. Magia papieru podziałała na mnie jak magnes. Czułam, że muszę zdobyć tę pracę. Sam przebieg rozmowy to typowy standard – pytano mnie o poprzednią pracę oraz ukończone studia. Dostałam również dwa zadania do wykonania i sprawdzenia dziennikarskich umiejętności. Pierwszym było wykonanie korekty językowej artykułu, drugim zaś, do zrobienia w domu, napisanie tekstu do najnowszego wydania gazety. Pani redaktor powiedziała na odchodne: „Oddzwonimy. Nawet jeśli pani nie wybierzemy”. „Jasne, standardowy tekst” – pomyślałam, ale pożegnałam się grzecznie.

Szanuje twój czas i nadzieje

Mijały długie dnie, w których odświeżałam skrzynkę mailową czekając na ich odpowiedź. Akurat wtedy obiecany mail z wydawnictwa nie przyszedł, bo… było o wiele lepiej! Zadzwonił telefon:

– Dzień dobry, chciałam poinformować, że w redakcji wszyscy jednogłośnie zdecydowaliśmy się na panią. Zapraszamy już w poniedziałek, biurko i laptop służbowy czekają!

Pamiętam, jak bardzo się ucieszyłam. W tamtym czasie to była praca moich marzeń i świetne nowe doświadczenie do zdobycia. Z tej rozmowy kwalifikacyjnej wyniosłam jednak coś więcej niż radość z pierwszego sukcesu – od tego pracodawcy nauczyłam się kultury mailowania. I nie chodzi wcale o poprawne językowo zwroty grzecznościowe, formułki i kulturalne tytułowanie maila. Zobaczyłam, jak po spotkaniu z kandydatem powinien zachowywać się pracodawca, który ma klasę. Że te standardowe, rzucane na do widzenia słowa „odezwiemy się do pani/pana” wcale nie muszą być pustym zdaniem.

Oto bowiem na to samo stanowisko ubiegała się moja przyjaciółka. Każda z nas przez kolejne dni żyła w nadziei i chciała dostać choćby jakąkolwiek informację o wyniku rekrutacji – by wiedzieć, na czym stoi. I wyobraźcie sobie, w dniu, w którym ja odebrałam telefon z potwierdzeniem przyjęcia do pracy, ona odczytała taki oto mail:

„Pani Magdo, bardzo dziękujemy za miłą rozmowę kwalifikacyjną oraz wykonanie zadania. Wybraliśmy jednak inną osobę na to stanowisko. Zachowujemy Pani mail naszej bazie i pozdrawiamy serdecznie”.

I to jest właśnie klasa! – pomyślałyśmy obie. Można kulturalnie powiedzieć „nie”? Można też z gracją zakończyć czyjeś pełne stresu oczekiwanie na odpowiedź pracodawcy? Można, oczywiście! To było właśnie zachowanie eleganckie i z kulturą. Magda dalej szukała pracy, ale w tym wszystkim przynajmniej nie robiła sobie nadziei na to konkretne wydawnictwo. Pracodawca oszczędził jej czasu i uszanował fakt, że czeka w napięciu na jego wiadomość – także odmowną.

FG6A3233

Agnieszka Dzieniszewska/buuba.pl

Dobry szef ukróci też wyścig szczurów

Historia z życia mojej koleżanki: duża korporacja działająca na rynku wydawniczym. Firmę o długiej tradycji i mocnej pozycji kupuje nowy prezes z odległego miasta, jeden z najbogatszych polskich biznesmenów. Życie zawodowe pracowników oraz mojej koleżanki nie zmienia się zbytnio – ot, pojawia się nowy właściciel, ale obowiązki pozostają te same. Tymczasem pewnego dnia któryś z zatrudnionych w firmie grafików komputerowych postanawia napisać do nowego prezesa anonimowy mail ze skargą:

„Panie prezesie, chciałbym, żeby pan wiedział, że jest w naszej firmie osoba, która bardzo psuje atmosferę pracy całego zespołu. Zespołu grafików, który dotąd był bardzo zgrany i zaprzyjaźniony ze sobą. Ten kolega publicznie szydzi z innych, kwestionuje ich zdanie i nieustannie donosi kierownikowi działu. Czujemy się przez to niekomfortowo, tracąc zupełnie chęć do pracy”.

Co ciekawe, mieszkający setki kilometrów dalej nowy właściciel firmy tak przejął się tą informacją, że już nazajutrz osobiście przyjechał z wizytą, by porozmawiać z pracownikami działu graficznego. W sposób dyskretny zlecił też kierownikowi grafików, by kłopotliwa osoba po prostu dostała nowy, oddzielny pokój. Tym samym zespół znów pracował w komfortowej i przyjaznej atmosferze, a nielubiany pracownik nie czuł się urażony, wprost przeciwnie – połechtało go to, że otrzymał małe, ale własne biuro. Odjeżdżający tego dnia do domu prezes powiedział tylko: „we wszystkich firmach, które posiadam, zawsze liczyła się dla mnie przyjazna atmosfera pracy. Szczęśliwi pracownicy to gwarancja mojego sukcesu”.

FG6A3458

Agnieszka Dzieniszewska/buuba.pl

Taktowna reakcja szefa na wieść o ciąży

Wiele młodych dziewczyn stresuje się także przed momentem poinformowania o swojej ciąży w pracy. Reakcje pracodawcy, niezależnie od tego, czy jest on mężczyzną czy kobietą, bywają bardzo różne: od złości, poprzez chłodne przyjęcie, do radosnych gratulacji. Przed tym, jak sama poinformowałam swoją dyrektor wydawniczą o odmiennym stanie, martwiłam się: pewnie będzie zła, moje obowiązki teraz trzeba przecież zwalić na barki innych dziennikarzy. Napisałam jej maila, dokładnie w chwili, gdy zapytała mnie, czy w następnym tygodniu nie pojechałabym na dużą konferencję organizowaną przez naszą firmę. Jej przyjacielskiej odpowiedzi nie zapomnę chyba do końca życia:

„Po pierwsze, bardzo ci gratuluję, bo przed tobą naprawdę wspaniała przygoda i piękny czas! Pamiętaj, że teraz najważniejsze jest twoje zdrowie i dobre samopoczucie. Po drugie, dziś jesteś już pracownikiem na innych prawach: możesz śmiało odmówić nam wyjazdu na delegacje, udziału w stresujących konferencjach czy propozycji uczestniczenia w panelach dyskusyjnych – będą dla ciebie zbyt stresujące. Jeszcze raz gratuluję i dbaj o siebie, do zobaczenia w redakcji!”.

… bo są miejsca pracy, gdzie wciąż liczy się szczęśliwy człowiek!

 
Komentarze

o dobrego szefa dziś niezmiernie trudno. właściwie to znam jednego świetnego- ja sama 😀 dlatego jednak wolę pracować samodzielnie niż pod kimś 😉 do tej pory mi się udaje.

mysle ze pierwsze oznaki widac juz na rozmowie rekrutacyjnej , to co pisza wszystko to prawda, ale prawda jest tez to, ze dzis wyscig szczurów jest tak wszedobylski, ze ciezko sie z tym nie styknac

ja trafilam na tak fantastycznego szefa ze niebawem stuknie mi 10 lat stazu pracy 🙂

Zostaw odpowiedź

Weryfikacja antyspamowa – wpisz odpowiednią cyfrę Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.