Trudni współpracownicy – jak sobie z nimi radzić? – krotkiporadnik.pl

Trudni współpracownicy

Szukasz wymarzonej pracy i wreszcie ją dostajesz. Oczami wyobraźni już widzisz rozkwit swojej kariery przy czystym biurku w ładnym biurze z pięknym widokiem na miasto. Masz karnet na siłownię, pakiet socjalny, deputaty, bony, kupony, służbowy dobry komputer i najnowszego smartphone’a.

Te wszystkie cuda mogą zblednąć, jeśli trafisz na współpracownika rodem z piekieł. Albo prysną jak bańka, gdy sam staniesz się takim pracownikiem. Jakim? Oto sześć typów, które skutecznie potrafią odebrać innym entuzjazm do pracy. Ale spokojnie – po przeczytaniu tego tekstu, będziesz mieć na nich sposób!

  1. Biurowy DJ

    Mimo że pierwsze słuchawki powstały już pod koniec XIX wieku, biurowy DJ nie ma pojęcia o ich istnieniu. Mimo że w biurze nie siedzi sam, zachowuje się tak, jakby tylko on miał zmysł słuchu. Przez osiem godzin puszcza swoje ulubione kawałki, niektóre na kilkugodzinnym zapętleniu, filmiki z YouTube’a, audiobooki, ulubione audycje radiowe, szczególnie te poranne.

    Wspólne słuchanie muzyki potrafi być jednak bardzo przyjemne, integrujące i poszerzające horyzonty. W mojej obecnej pracy jedna z koleżanek, z którą siedziałam w pokoju, miała dobre głośniki i aż żal było ich nie wykorzystywać. Opracowaliśmy coś w rodzaju „listy życzeń” i na początku dnia zgłaszaliśmy swoje piosenki, albumy lub nowości. Ustaliliśmy też zgodnie, że gdy coś nie będzie się komuś podobać, to albo poprosi o wyłączenie, albo włoży słuchawki. Dzięki temu rozwiązaniu znam mnóstwo nowych artystów, wielu poleciłam też innym, a do tego nigdy nie doszło do sprzeczek na tle puszczanej muzyki.

  2. Maruda

    Masz mnóstwo pracy i nie wiesz, w co włożyć ręce i wzdychasz o tym zza biurka. Wtem słyszysz z przeciwległego końca biura JEGO – osobę, która ma zawsze gorzej. Przy jego obowiązkach i natłoku pracy, Twoje problemy są po prostu śmieszne i malutkie. Masz chore dziecko? To nic – spróbuj mieć chorego gekona! Generalnie, na każdą Twoją opowieść o problemie od razu z rękawa wyciągnie co najmniej dwie takie same, tylko „bardziej”.

    Jak pokazuje wiele badań psychologicznych, narzekanie nie tylko nie przynosi ulgi, ale pogłębia niezadowolenie, rozsiewa je na innych, a do tego bardzo często działa na zasadzie „samospełniającej się przepowiedni”.
    Z narzekania nic dobrego nie wynika – wręcz przeciwnie. Ten doskonale znany w psychologii mechanizm opisuje sytuację, w której nasze nastawienie do rzeczywistości zaczyna fizycznie ją kształtować.

    Jeśli więc pracujesz z marudą, postaraj się mu to uświadomić w przyjazny sposób. Gwarantuję, że na większość marud taka przyjazna kontra zadziała bardzo autorefleksyjnie. Jeśli zaś sam czujesz, że w Twoich wypowiedziach pojawia się coraz więcej narzekania, zastanów się, z czego wynika, co jest jego powodem i jak możesz to zmienić. Życie jest za krótkie, by narzekać!

  3. Słuchaj, muszę wyjątkowo dziś wcześnie wyjść. Dokończysz?

    Robicie wspólną prezentację, kosztorys, harmonogram, projekt i dzielicie się obowiązkami. Ty swoją część robisz, a gdy przychodzi czas na partnera, ten nagle i zawsze „wyjątkowo dziś” musi wcześniej wyjść, zadzwonić, spotkać się z klientem, albo oddać komputer do aktualizacji. No, a skoro Ty siedzisz w temacie, to dokończysz? I tak znów okazało się, że grupy w pracach grupowych są niezwykle małe. Zazwyczaj jednoosobowe.

    Przyznaję, że takie sytuacje są bardzo frustrujące i trudno z nich wybrnąć. Przecież dla dobra projektu nie odmówisz wykonania obowiązków, nawet, jeśli nie należą do Ciebie. Warto przyjąć zasadę, że zawsze coś komuś może się przytrafić i że dobry zespół może na sobie polegać, ale jeśli zauważasz w tym pewną prawidłowość, powinieneś zdobyć się na odwagę i spokojnie porozmawiać z problematycznym pracownikiem.

    Nie musisz tego robić w sposób agresywny, ani z pretensjami. Możesz spytać, czy Twój znajomy ma jakiś problem, w wyniku którego coraz częściej ma problemy z wykonywaniem swoich obowiązków. Możesz powiedzieć mu, że samemu trudno jest Ci wykonywać pracę za dwóch i że nie chciałbyś, by takie sytuacje zbyt często się zdarzały. Jeśli zaś będą, to chciałbyś, by Wasza wspólna praca przestała być wspólną, a była tylko Twojego autorstwa.

  4. Jakoś to będzie

    Pamiętam taką sytuację w jednej z moich poprzednich prac. Pracowałam tam już dłuższy czas, ale zdecydowałam się poszerzyć zakres swoich obowiązków o project management. Akurat wtedy do firmy został przyjęty nowy pracownik na stanowisko PM, więc skorzystałam z okazji i szkoliłam się razem z nim, pod okiem bardzo wymagającej koleżanki.

    Na pewnym etapie szkolenia musieliśmy zrobić coś samodzielnie, ale mogliśmy z tym nowym kolegą się konsultować. Znając wymagania mojej znajomej, robiłam wszystko dokładnie, z aptekarską skrupulatnością. Po pół godzinie zorientowałam się, że „Nowy” jeszcze nic nie zrobił. Gdy spytałam, dlaczego, powiedział, że przecież jest nowy i nikt nie będzie od niego wymagał doskonałości na etapie szkolenia, a jeśli ktoś się wkurzy, to będzie improwizował i „jakoś to będzie”.

    Wtedy uszło mu to płazem, ale kilka miesięcy później miał na swoim koncie dwa całkowicie zawalone projekty. Wciąż dostawał szansę, jednak finalnie został zwolniony, gdy trzy dni przed oddaniem naprawdę wielopoziomowego i złożonego projektu, zaczął zlecać pierwsze prace.

    Jego przypadek jest dość skrajny, bo naprawdę nie potrafił wyciągać wniosków ze swoich coraz większych błędów. Ale jeśli traficie w swojej karierze na takiego „optymistę”, postarajcie się sprowadzić go na ziemię i uświadomić mu realne konsekwencje takiego podejścia. Jeśli zaś sami u siebie zaczynacie podejrzewać, że w Waszym podejściu do pracy jest za dużo luzu, pamiętajcie historię o „Nowym”!

  5. Czas? Kto by się nim przejmował!

    Cóż z tego, że pracujecie wspólnie i macie określone godziny pracy. Twój współpracownik z „luźnym” podejściem do czasu nie przejmuje się, że podczas gdy Ty czekasz na ważny plik lub spotkanie, on dopiero spłukuje pod prysznicem pianę z włosów. Przychodzi o 10:30, z kubkiem kawy na wynos w ręku i winę zwala na korki. Jego przerwa na obiad trwa około godziny, a o 16:15 już wygodnie rozkłada się w fotelu i myślami jest już poza biurem. Bywa bardzo zdolny, ale trzeba mieć ogromne szczęście, by akurat wstrzelić się w te krótkie odcinki czasu, w których faktycznie pracuje.

    Sama miałam kiedyś do czasu pracy luźny stosunek. Zdarzało mi się spóźniać, ale też zawsze odsiadywałam spóźnienie. Zresztą, przy nienormowanym czasie pracy trudno, by zasada punktualności obowiązywała tylko w jedną stronę. Pamiętam jednak kilka takich sytuacji, które nauczyły mnie szacunku do czasu – nieswojego czasu.

    Osoba, która nagminnie się spóźnia bardzo często nie ma świadomości, że swoimi spóźnieniami opóźnia i utrudnia pracę innym. Tylko oporne przypadki nie przejmą się, gdy uświadomimy je, że przez ich spóźnienie mieliśmy trudności w pracy, lub sami musieliśmy dłużej zostać, lub – co gorsza – coś zawaliliśmy.

    W zespole każdy jest inny i każdy ma swoje tempo pracy, dlatego warto o tych różnicach rozmawiać i wypracować wspólny język. Niedawno podobną sytuację miałam z koleżanką, z którą współpracuję od kilku lat. Jest doskonała w tym co robi, jednak pracuje dość wolno. Kilka razy nie wyrobiłyśmy się z oddaniem projektu przez jej tempo pracy, czego ona nie była świadoma.

    Od tamtej pory, mimo że nie miała tego w zwyczaju – zawsze daje znać, gdy wie, że z czymś nie zdąży. Wtedy mamy szansę określić, czy bardziej zależy nam na jakości, czy tempie i odpowiednio wcześnie zareagować i uprzedzić klienta o opóźnieniu.

    Można? Można!

  6. Dyskutant

    Osoba, przy której wolisz nie otwierać ust. Dyskutant bowiem z każdego, nawet najbardziej błahego tematu potrafi zrobić debatę prezydencką. Zawsze możesz być pewny tego, jakie ma zdanie, bo zawsze ma zupełnie odwrotne od Twojego, nawet jeśli dzień wcześniej miał takie samo. Zawsze czuje się w obowiązku, by skomentować każde zdanie rzucone w eter. I zawsze, gdy prosisz, by już zakończyć temat, mówi, że jeszcze nie dojrzałeś do prawdziwej dyskusji.

    Wiem, jak irytujące potrafią być takie „rozmowy”, szczególnie, gdy w pracy potrzebujesz skupienia i dość neutralnego środowiska. Gdy nie chcesz urazić dyskutującej osoby, ale nie masz także ochoty na ciągłe dysputy i rozważania, spróbuj poprosić o rozmowę po pracy. „Ciekawe, co mówisz. Jeśli chcesz, możemy do tematu wrócić po pracy.” – powinno zadziałać. Zapewne do dalszego ciągu nie dojdzie, bo któż nie chciałby być jak najwcześniej w domu? Możesz też asertywnie i stanowczo poprosić, by dany temat skończyć, bo teraz chcesz pracować i potrzebujesz skupienia. Jeśli te dwa sposoby nie pomogą, pomocne będzie zwyczajne ignorowanie i… nie wdawanie się w dyskusję.

Niezwykłe, z iloma typami ludzi można zetknąć się w praktycznie dowolnej pracy – prawda? A to tylko kilka przykładów zachowań, które niekoniecznie umilają czas i podnoszą efektywność. Jak jednak widzisz, na każdego z nich jest patent. Znasz inne typy „umilczaczy dnia” i sposoby na ich okiełznanie? Napisz je w komentarzu.

Miłego dnia i najlepszych kolegów na świecie!

Autor: Justyna Mazur – w dni robocze od 9 do 17:00 social media manager w agencji kreatywnej Hand Made. Przez pozostały czas myśli nad tym, co zjeść, by nie miało dużo kalorii i oczym napisać na swoim blogu „Krótki poradnik jak ogarnąć życie”.

 
Komentarze

Brak komentarzy.

Zostaw odpowiedź

Weryfikacja antyspamowa – wpisz odpowiednią cyfrę Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.