Dlaczego niepotrzebnie komplikujemy sobie życie? – Basia Szmydt z bloga basiaszmydt.pl

W moim salonie od lat wisi plakat. Już nieco wyblakł, a jego ramka się poobijała, ale zostanie już ze mną na zawsze. Dlaczego? Bo jest wyjątkowy, a przesłanie, które ze sobą niesie „uziemia mnie”, przywraca mnie na właściwe tory, pozwala złapać dystans od wszystkich, naprędce wymyślanych problemów i zmartwień. Na tym plakacie, na czarno białym zdjęciu widzę starszą kobietę w kurtce przeciwdeszczowej i berecie, jadącą na rowerze, po molo nad naszym polskim morzem. Cóż za piękne w swej prostocie zdjęcie. Na plakacie jest też zdanie, moje życiowe motto i temat przewodni mojego bloga „Życie jest naprawdę proste, to tylko my usiłujemy je komplikować”.

Żyjemy w czasach, które każą nam funkcjonować utrzymując nienormalne czasem tempo. Wszystkiego jest dużo. Od pierwszych chwil, kiedy rano otwieramy oczy bombarduje nas niezliczona ilość informacji: zdjęć, miejsc, w których wypada być, jedzenia, które należy spróbować, ubrań, które trzeba kupić, książek, filmów, wyzwań, których nie wolno przegapić. Wszystko jest na już, wszystko jest „must have”. Ta ilość może nas czasem przytłoczyć. Może sprawić, że pewnego dnia poczujemy się niewystarczająco dobrzy, pomyślimy, że wciąż robimy za mało.

Porównujemy się do instagramowych idoli, wierząc, że to co pokazują w social mediach to jedyny, słuszny wzorzec życia. Przestajemy cieszyć się i zauważać drobiazgi i proste przyjemności, które kiedyś dawały nam tyle radości. Tracimy umiejętność prawdziwego odpoczynku i wyciszenia się. Zamiast ograniczać liczbę zadań, my je sobie dokładamy, wierząc, że jeśli będziemy pracować więcej, rozwijać się bardziej, bywać częściej to wzrośnie nasza wartość. A moim zdaniem  to zupełnie tak nie działa.

Czy jest zatem jakiś sposób, żeby nie myśleć o swoim życiu, że jest niewystarczająco dobre i wreszcie przestać je tak bardzo komplikować?
Mam kilka swoich sposobów. Działają zawsze mimo, że ja też od czasu do czasu potrafię zgubić te właściwe tory.

Słuchaj swojego ciała

To dla mnie najważniejszy punkt. Nasze organizmy to doskonale skonstruowane maszyny. Jeśli tylko nauczymy się dostrzegać i interpretować sygnały, które organizm próbuje nam wysłać, będziemy mogli szybciej zareagować, a tym samym zniwelować skutki długotrwałego stresu. Jakie to mogą być sygnały? Ja, gdy przesadzę, gdy za mało śpię, źle jem, dużo pracuję, a do tego stresuję się niepotrzebnie i zbyt dużo czasu spędzam w internecie od razu dostaję informację zwrotną od mojego ciała. Mam fatalną cerę, pospinane mięśnie karku, migrenę i przede wszystkim jestem nerwowa nieadekwatnie do sytuacji. To dla mnie znak, że pora się wycofać, pobyć offline, wrócić do początku, do prostych rzeczy, które sprawiają mi przyjemność. Czasami to wyjazd gdzieś na dwa dni, byleby zmienić perspektywę, a czasem po prostu 500 panoramicznych krzyżówek i herbata z cytryną wypita w leniwe popołudnie. Naprawdę nie trzeba spektakularnych podróży i wyszukanych rozrywek, żeby się odrobinę doładować. Ważne, żeby znaleźć to, co nas samych ładuje, co sprawia, że mamy więcej energii i siły do działania. By dać naszemu ciału i umysłowi czas na regenerację, bo gdy jesteśmy przemęczeni, również nieustannym śledzeniem nowinek w sieci, ciężko nam będzie zdobyć świat i osiągnąć swoje cele.

Nie porównuj się do innych

Łatwo powiedzieć, gorzej jednak wprowadzić to w życie. Wszyscy dobrze to znamy. U sąsiada trawa jest zawsze bardziej zielona. Wstajemy rano i od razu chwytamy w dłoń telefon. Nasz kciuk odruchowo przesuwa się po ekranie, a my do porannej kawy dostajemy setki małych, kwadratowych zdjęć przedstawiających życie innych ludzi. Problem w tym, że zamiast się pozytywnie nastroić i zainspirować tymi kadrami, my porównujemy się do nich, a podczas tego porównywania zawsze, w naszej ocenie wypadamy gorzej.

Bo inni podróżują po świecie, a my siedzimy na działce pod Wrocławiem.
Bo inni tak pięknie przystrajają swoje posiłki, a my dziś na śniadanie zjedliśmy zwykłą kajzerkę z szynką i serem.
Bo inni mają grzeczne dzieci, a my znowu nie przespaliśmy nocy.
Bo inni odnoszą zawodowe sukcesy, a my wciąż na tym samym etacie.

Po pierwsze – to tylko internet. Zdziwiłbyś się ile z tych osób zjada na śniadanie kajzerkę z serem i szynką, nie śpi w nocy bo ma małe dzieci, czeka kiedy ten jego biznes w końcu zacznie przynosić dochód i oszczędza miesiącami, by móc gdzieś wyjechać.

Jeśli reagujesz w ten sposób – wyłącz się na jakiś czas. Wirtualny świat nie przestanie się kręcić, jeśli nie dasz mu kilkuset lajków przez miesiąc.
Spróbuj pobyć bez tego, a potem pozwól sobie na czas sam ze sobą. Zadaj sobie pytanie kim jesteś, co lubisz, jakie są twoje pasje i cele. Porównywanie się do innych prowadzi tylko do frustracji, niż dobrego z tego nie wynika oprócz tego, że tracimy na to ogrom czasu, a życie jest tylko jedno. Nie da się wcisnąć „stop” i „cofnij”.

Ludzie są tak bardzo różni. Mają różne talenty i możliwości, są w różnym momencie życia i mają różne priorytety. Dla jednego najważniejsze będzie to, żeby odbierać swoje małe dzieci wcześniej z przedszkola, a dla drugiego wyjazd na misję do Afryki. Nie wolno nam mierzyć się jedną miarą. To bez sensu.

Jeśli wciąż porównujesz się do innych zastanów się czego Ci brakuje, co chciałbyś zmienić, co dodać do swojego życia. Ale nie szukaj odpowiedzi przeglądając wirtualne życie innych osób. Nie pytaj innych o zdanie. Nie musisz być jak wszyscy. Szukaj jej w sobie, bo to Ty jesteś najlepszą odpowiedzią.

Koniec z zamartwianiem się

Większość rzeczy, którymi się martwimy nigdy się nie wydarza. Szkoda, że tak mało z nas o tym wie. Może wtedy nie tracilibyśmy na zamartwianie się tyle cennego czasu.

Ja też się zamartwiam, ale dziś szybciej niż kiedyś przestaje to robić. Dlaczego? Bo zawsze kiedy wpadam w ten nastrój, zadaję sobie jedno pytanie „Co najgorszego może się stać?”. W odpowiedzi przedstawiam sobie najczarniejsze scenariusze. Już sam ten fakt sprawia, że łatwiej jest mi się z nimi zmierzyć. Oczywiście żaden z tych scenariuszy się zazwyczaj nie spełnia, a ja mam kolejny dowód na to, że niepotrzebnie się martwiłam.

Pamiętajmy, że z każdej, absolutnie z każdej sytuacji jest zawsze jakieś wyjście. Zamartwianie się tylko komplikuje nam życie, a to przecież niepotrzebne.

Kiedy mam podbramkową sytuację po prostu robię listę rzeczy do zrobienia i odhaczam punkt po punkcie. Robię wszystko, co mogę zrobić, mówię prawdę sobie i innym, a potem po prostu czekam na rozwój wydarzeń nie pozwalając sobie na ani jedna chwilę zamartwiania się dłużej.

Wróć do początku

Czy na pewno uszczęśliwiają nas tylko zagraniczne wycieczki all inclusive? Czy rzeczywiście musimy się nieustannie rozwijać, osiągać kolejne cele, czytać 52 książki rocznie? Czy rzeczywiście każdy weekend musimy mieć wypełniony po brzegi? Czy nasze dzieci potrzebują, byśmy wozili je na niezliczone zajęcia?

A może by tak wrócić do początku?  W sobotni poranek wsiąść w pociąg byle gdzie, w przedziale rozpakować kanapki z papieru i wypić słodką herbatę z termosu. Albo wybrać się na wycieczkę za miasto tylko z papierową mapą i zobaczyć gdzie się dojedzie. Wyciągnąć stary aparat z szuflady i zrobić rodzinną sesję o złotej godzinie, a potem wywołać te zdjęcia i włożyć do albumu. Albo zostać w weekend w domu, ugotować rosół, rozpalić grilla i poczytać książkę dla przyjemności. Zakopać się z dzieckiem pod koc i obejrzeć starą bajkę Disneya, a potem po prostu pójść na rower. Zamiast brać udział w nowych kursach, szkoleniach, czytać rozwojowe poradniki po prostu wyciągnąć biały arkusz papieru i kolorowe markery, a potem przelać swoje pomysły i to co już wiemy na naszą osobistą mapę marzeń?

Może zamiast wyznaczać sobie nieustannie nowe cele i sukcesy do osiągnięcia najpierw zauważyć to co już jest, napełnić się tym, odetchnąć głębiej, a potem dopiero iść dalej. Z nową energią.

Otacza nas dużo darmowych, prostych rzeczy, które od zawsze sprawiały nam ogrom przyjemności. Czas sobie o nich przypomnieć.

Zacznij od nowa

To naprawdę dużo prostsze niż nam się wydaje i można to zrobić od razu.
Tym razem z nowymi nawykami. Niech to będzie rozmowa z samym sobą i szukanie odpowiedzi w sobie, a nie w innych ludziach i przypominanie sobie codziennie (najlepiej ustawić przypomnienie w telefonie!), że pora przestać narzekać i porównywać się do innych.

Przypomnijmy sobie o tym co mega proste i przyjemne, nawet jeśli odkryjemy, że to czytanie słabych kryminałów, słuchanie kiczowatej muzyki lat 90-tych albo po prostu leżenie na kocu na trawie i oczekiwanie, aż szarlotka będzie gotowa.

Bo życie jest naprawdę bardzo proste. Nie musimy go na siłę komplikować.

EKSPERT


Basia Szmydt

Jestem autorką bloga www.basiaszmydt.pl oraz specjalistką od cieszenia się drobiazgami. Tą radością postaram się zarazić również Ciebie, pokazując Ci, że życie jest naprawdę bardzo proste, jeśli tylko nie będziemy na siłę go komplikować 🙂


Rating: 5.0/5. From 8 votes.
Please wait...
 
Komentarze

Brak komentarzy.

Zostaw odpowiedź