Dookoła świata – spotkanie z kojotem

weekend w Hiszpanii - ToledoW maju zorganizowaliśmy w gronie kilku osób z Impela weekend w Hiszpanii. Naszym celem było miasto Toledo oraz Kastylia – La Mancha, czyli kraina wiatraków, z którymi walczył Don Kichot. Co chwilę trafialiśmy na znak „Ruta de don Quijote”, który spolszczyliśmy sobie na „ruta kojota” 😉

most i brama w ToledoNiektórzy mówią, że Toledo to miasto-muzeum. Tak wielkiej liczby zabytków na tak małej powierzchni nie ma w żadnym innym zakątku Hiszpanii. Toledo znajduje się zaledwie 70 km od Madrytu i można tam wygodnie dojechać pociągiem. Większość atrakcji zlokalizowanych jest w obrębie murów obronnych i da się je zwiedzić na piechotę. Idąc od dworca, przeszliśmy przez most i bramę Alcantara. Potem wspięliśmy się na górę, skąd rozpościerał się widok na rzekę Tag i zamek San Servando, a wyżej – na szkołę wojskową (Academia de Infanteria). W najwyższym punkcie znajduje się zamek Alcazar de Toledo, a troszeczkę dalej – katedra Najświętszej Marii Panny. Później zwiedzanie poszło już z górki 😉

 

wiatraki w Hiszpanii

Toledo jest jednym z najbardziej słonecznych miast w Hiszpanii. Deszcz pada tutaj bardzo rzadko, zwykle w środku wiosny i jesienią. Przed palącym słońcem spacerowiczów chronią płócienne baldachimy, rozciągnięte między dachami kamienic. Wędrując ciasnymi uliczkami, co chwilę napotykaliśmy nowe atrakcje, ale mieliśmy też czas, by odpocząć i „chłonąć” miasto. Jeśli poruszacie się samochodem, warto wybrać się na malowniczą trasę widokową po drugiej stronie rzeki Tag, z której widać panoramę całego miasta.

Oprócz Toledo, które jest stolicą Kastylii – La Manchy, odwiedziliśmy też inne miejsca w tym regionie. To tutaj Don Kichot (Don Quijote) walczył z wiatrakami. Prawie w każdej miejscowości jest jakieś nawiązanie do tej postaci, np. pomnik czy trasa widokowa. Największe skupisko wiatraków znajduje się na wzgórzu Consuegra. Jest ich tam dwanaście, plus całkiem okazały zamek.

zabytki w Avila w Hiszpanii

A na północ od Kastylii…

W programie naszej wycieczki mieliśmy jeszcze dwa miasta w pobliżu Madrytu. Pierwsze, Avila, jest otoczone wspaniałymi murami obronnymi z XI w. W ich obrębie znajdują się ruiny zamku Maurów, którzy przez trzy wieki panowali w mieście. Warta obejrzenia jest także bazylika San Vincente, upamiętniająca św. Wincentego z Saragossy i jego dwie siostry. Świątynia słynie z niezwykłego grobowca umieszczonego pod baldachimem w orientalnym stylu. Podziwialiśmy również gotycką katedrę Chrystusa Zbawiciela w Ávila z XIV-XV wieku, łączącą styl romański, gotycki i renesansowy oraz Monasterio de Santo Tomás – klasztor dominikanów, będący letnią rezydencją monarchów katolickich.

Sergovia - akwedukty

Ostatnim miastem na naszej trasie była Segovia, słynąca ze wspaniałego akweduktu, dostarczającego wodę z odległych o 17 km gór Sierra de Somosierra. Akwedukt został zbudowany z granitowych bloków bez użycia zaprawy! Do teraz zachowało się ok. 800 m budowli i 129 przęseł. W najwyższym miejscu ma 28,5 m i dostarcza wodę za wysokie mury obronne. Oprócz akweduktu w Segovii warto zobaczyć katedrę, która jest ostatnią budowlą powstałą w Hiszpanii w epoce gotyku, oraz Alcazar (zamek obronny) z XI w.

 

Trochę informacji organizacyjnych

Lot z Wrocławia do Madrytu opóźnił się o godzinę z powodu strajku francuskich kontrolerów, na miejscu wylądowaliśmy tuż po północy. Wypożyczalnia samochodów była już zamknięta, więc Uberem za 5,50 euro pojechaliśmy do hotelu, który mieliśmy 2 km od lotniska. Rano odebraliśmy samochód, który był dzięki temu tańszy o 40 euro. Zatem dzięki francuskim kontrolerom już na starcie byliśmy 29 euro do przodu 😉

Sam hotel przy lotnisku był droższy (225 zł), ale dzięki poleceniu z Booking.com odzyskaliśmy 100 zł.

Koszty na osobę:

Razem daje to 553 zł na osobę (bez wyżywienia).

A co do wyżywienia – mieliśmy szczęście do cen. Zaledwie 100 m od hotelu był lokal, bar bez stolików, w którym miejscowi kupowali obiady na wynos, pakowane w aluminiowe talerze z wieczkami. Paella mixta kosztowała 5,50 euro (a na mieście 12). Sangria w małych sklepikach (w niedzielę tylko takie były czynne) kosztowała do 2 euro, ale i tak była tańsza niż cola. Każdy z nas wydał więc na wyżywienie ok. 40 euro.

Tomek z Impela

No votes yet.
Please wait...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.
 
Komentarze

Brak komentarzy.

Zostaw odpowiedź