Jak dobrze łączyć macierzyństwo z pracą? Moje sprawdzone sposoby – Mirosława Trenerowska z bloga blondpanidomu.pl

Moje czytelniczki bardzo często pytają: „Mirka, jak dajesz radę pracować z dwójką dzieci, w tym z niemowlakiem? Może coś podpowiesz?”. Od niespełna 6 miesięcy jestem podwójną mamą i, choć teoretycznie przebywającą na urlopie macierzyńskim, to w praktyce jednak pracującą z domu. Prowadzę blog lifestylowo-parentingowy, na którego łamach poruszam różne tematy związane z codziennością każdej mamy.

I tak, to właśnie jest moja praca: piszę artykuły, planuję działania marketingowe w social mediach, współpracuję z markami i wykonuję szereg przeróżnych czynności – podobnie jak wcześniej na etacie. Z małą jednak różnicą… dziećmi obok 🙂 Jak ja to robię, że mi się udaje? Czy praca przy dzieciach jest w ogóle możliwa? Poznaj 5 moich sprawdzonych sposobów na to, by romans, którym jest macierzyństwo & praca, miał szansę stać się związkiem na dłużej.

Plan dnia to podstawa

Bez niego w ogóle nie ma co brać się do roboty! Ja pracuję z harmonogramem, bo to moim zdaniem jedyny sposób na ogarnięcie pracy w domowej rzeczywistości.

Wypisuję sobie zadania do zrealizowania danego dnia i wybieram jedno, najważniejsze. To od niego zawsze zaczynam, a pozostałe – choć również istotne – mogą w razie czego nie zostać wykonane i świat się nie zawali. Nie zakładam realizacji planu w 100%, bo to nie udaje się praktycznie nigdy. Grunt to się z tym pogodzić, a reszta już pójdzie z górki 😉

Warto też zacząć pracę wcześnie rano. Ja wstaję zwykle około godziny 6:00 i zdarza mi się w ciągu godziny-dwóch już siedzieć przed komputerem. To właśnie rano mam najbardziej lotny umysł i najwięcej motywacji do działania. Myślę, że przy dzieciach szczególnie istotne jest wykonywanie  najważniejszych zadań możliwie jak najwcześniej, bo czas leci nieubłaganie szybko.

Pełne skupienie na tym, co najważniejsze

Kiedy już pracuję, to w pełni. Trzymanie się planu pozwala mi mieć kontrolę nad tym, co właściwie mam zrobić – dzięki temu nie tracę z oczu swojego celu. Nie marnuję też czasu na to, by się dopiero zastanawiać nad tym, co mam zrobić i nie rozgrzebuję kilku zadań naraz.

Staram się wybierać jak najlepszy moment na pracę – kiedy mój synek jest w przedszkolu, a córeczka akurat ucina sobie drzemkę lub jest zajęta zabawą. Odkąd zostałam podwójną mamą, już nie tracę czasu na… marnowanie czasu. Wykorzystuję dosłownie każdą jedną chwilę na pracę, bo mam świadomość, że ta zaraz minie bezpowrotnie.

Co więcej, już nie przejmuję się tym, że dziecko (lub dzieci) mi przerywają. Wszystko to kwestia przyzwyczajenia i, co jeszcze ważniejsze, nastawienia.

Wytłumaczę Ci to na prostym przykładzie – malowania paznokci. Kiedy był na świecie tylko synek, nie było szans, żebym zrobiła sobie paznokcie w ciągu dnia. Nie znosiłam zaczynać rzeczy i co chwilę ich przerywać, tak, że ich finalizacja mocno przeciągała się w czasie. Teraz myślę zupełnie inaczej: zaczynam nawet sto razy, ale i tak ostatecznie udaje mi się zrealizować swój cel. Może potrzebuję na to więcej czasu, ale jednak się udaje. Czyli i tak mam dziesięć pięknie pomalowanych paznokci, zamiast jak kiedyś – żadnego. Już rozumiesz, o co mi chodzi?

Czasem trzeba działać jak automat

Mam pewne stałe elementy dnia, o których nie myślę, że muszę je zrobić, tylko… po prostu je robię. Tak, że z czasem weszły mi w nawyk i już nie traktuję ich jak przykrego obowiązku, którym niegdyś były. Wstaję rano, wypijam szklankę wody z cytryną, rozkładam matę do jogi i ćwiczę przez 15 minut. Codziennie. Myślisz, że na początku mi się chciało? Że wciąż mi się chce? Nie, ale i tak to robię, każdego dnia. Na tym właśnie polega wykształcanie nawyku.

Tak samo z pracą – wiadomo, że często jesteśmy zmęczone, nie mamy siły, a jedyną chwilę wytchnienia zdecydowanie bardziej wolałybyśmy spożytkować na odpoczynku na kanapie… Warto jednak czasem się „zmusić”. Nie odkładać na później (bo później będzie tego wszystkiego jeszcze więcej), nie szukać wymówek ani nie wymyślać sobie innych zadań. Wiadomo, że w bałaganie nie pracuje się przyjemnie, bo naokoło praktycznie wszystko kłuje w oczy. No i jeszcze te dzieci…

Ja też miewam słabsze chwile i takie, kiedy chaos w mieszkaniu mnie przerasta, ale wciąż udaje mi się trwać w myśl jednego postanowienia – kiedy mam coś zaplanowane, to po prostu to robię. A nie sprzątam, gotuję i piorę. Jako matka pewnie wiesz, że bałagan tworzy się z prędkością światła, a pralka mogłaby chodzić na okrągło. Jeśli będziesz czekać, aż Twój dom będzie stwarzał idealne warunki do pracy, to zwyczajnie możesz tego nie doczekać 😉 Na pociechę dodam, że ja potrzebowałam 4 lat i drugiego dziecka, żeby do takiego podejścia dorosnąć 🙂

Odpuszczanie też jest ważne

Pomimo, że często pracuję jak automat, to nie jestem robotem. Nikt nie jest. Kiedy nachodzi mnie moment kryzysu, pozwalam sobie na odpoczynek. Zaliczam krótką drzemkę razem z córeczką. Taka 5, 10 lub 15-minutowa power nap naprawdę potrafi zdziałać cuda. Nigdy jednak nie pozwalam sobie na dłuższe przymknięcie oczu – to powoduje u mnie jeszcze gorsze samopoczucie i zwykle wtedy już nie mam siły zasiąść na nowo do pracy.

Ta z dziećmi nauczyła mnie jeszcze jednego: nie pracuję na zasadzie „po trupach do celu”. Kiedy dzień jest ciężki, obfitujący w nieprzewidziane sytuacje, a dzieci ewidentnie nie współpracują – odpuszczam i staram się wrócić do swoich zadań później, wieczorem lub nawet następnego dnia. Rezygnuję również wtedy, kiedy sama odczuwam wypompowanie i spadek energii. Wtedy już wiem, że moja praca nie będzie w żaden sposób efektywna i wolę ją sobie odpuścić. Poza tym uważam, że warto traktować swój organizm z należnym mu szacunkiem – tylko w takim wypadku będzie w stanie służyć nam długo w zdrowiu i pełni sił.

Wspieraj się czym tylko możesz

To już ostatni, lecz nie mniej ważny punkt. Ja, choć bardzo wiele robię sama, to w końcu nauczyłam się prosić o pomoc i delegować obowiązki. Korzystam tak naprawdę ze wszystkich dostępnych opcji – synek chodzi do przedszkola, a córeczka jak tylko skończy rok, pójdzie do żłobka. Na co dzień bardzo mocno ratuję się wsparciem męża – i to nie tylko w opiece nad dziećmi, ale również przy realizacji zleceń, własnych projektów czy rozwoju bloga.

Doraźnie proszę o przysługę dziadków, zdarza mi się korzystać z zewnętrznej pomocy w sprzątaniu, wszystkie zakupy zamawiam online (zarówno te spożywcze, jak i non-food), a gotowe posiłki – z dostawą do domu. Wyręczam się również takimi dobrodziejstwami techniki, jak zmywarka, pralko-suszarka czy robot sprzątający. Czas, który zaoszczędzam przy wykonywaniu codziennych obowiązków, jest czasem, który później mogę spożytkować na pracę. Cenię go więc sobie bardzo mocno. Przeliczam, ile kosztuje moja roboczogodzina i wtedy decyduję, czy i na co ją wykorzystam.

Tak czy inaczej, pod koniec dnia zawsze mogę sobie spojrzeć w twarz w lustrze, bo wiem, że balans pomiędzy pracą a rodziną po raz kolejny został zachowany. Do tego, co robię zawodowo, podchodzę z umiarem i pokorą. Nie sięgam po więcej niż potrzebuję, w szczególności teraz, kiedy moja córeczka jest jeszcze malutka i potrzebuje mnie jak powietrza. Jestem na każde jej kwęknięcie – może dlatego tak bardzo cenię sobie swoją pracę. To właśnie dzięki niej mogę „siedzieć” w domu, realizować swoją pasję, a jednocześnie zarabiać na życie.

EKSPERT


Mirosława Trenerowska

Autorka bloga blondpanidomu.pl. 29-letnia dziewczyna. Zwyczajnie niezwyczajna. Po pierwsze żona ex aequo z perfekcjonistka. Po drugie matka. Po trzecie i najmniej ważne – blondynka. Perfekcyjna Pani Domu z nerwicą natręctw, głową pełną pomysłów i planów. Magister inżynier Technologii Żywności i Żywienia Człowieka.

Rating: 4.8/5. From 6 votes.
Please wait...
 
Komentarze

Dobra organizacja czasu i obowiązków to podstawa 🙂

Łączenie pracy z macierzyństwem to umiejętność warta pochwały. Wymaga od matki zorganizowania i poświęcenia.

Brawo Ty. 🙂 Szkoda, że a nie byłam taka mądra lata temu. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Zostaw odpowiedź