Co jest najtrudniejsze, kiedy wracasz do pracy po urodzeniu dziecka? – Aleksandra Radomska z MamWatpliwosc.pl

urlop macierzyński

Stało się i choć wiedziałaś, że wcześniej czy później ten moment nastąpi, stres daje o sobie znać, a wątpliwości chcą rozsadzić głowę. Wracasz do pracy. Przed Tobą zupełnie inne wydanie rodzicielstwa i nowe wyzwania zawodowe. Kosmos! Ta międzygalaktyczna podróż do nowej rzeczywistości nie musi być jednak aż tak przerażająca. Pod, tak naprawdę, jednym warunkiem. Serio.

Logistyczne problemy rozwiążą się w trakcie – możesz to zaplanować, ale i tak rzeczywistość zweryfikuje rozpisany co do minuty plan dnia. Wkrótce dowiesz się, na którą nastawić budzik, by zazwyczaj zdążyć i odkryć, że możesz wstawać nawet o 4, a i tak się spóźnić. Bez względu na to, czy dziecko będzie w żłobku, z babcią, czy nianią, Wasze życie, po opadnięciu emocji z pierwszego roku, zacznie się stabilizować. Maluch zrozumie, że wychodzisz, ale wracasz, opiekunka ogarnie, że „Postaram się być o 16” w praktyce oznacza „Nie ma takiej opcji, żebym się wyrobiła”, a szef pojmie, że Twoja wzmożona wydajność wiąże się z wciąż kołaczącym się w tyle głowy pytaniem „Czy zdążę?! Czy jutro w ogóle dotrę do pracy?!”.

Co można zrobić, by nie zwariować?

Nie zaprzeczysz chyba, że na swojej głowie masz sporo obowiązków, co? Nawet jeśli jeszcze nie wróciłaś do pracy, a Twój facet w kategorii „zaangażowany partner” zdobyłby Grand Prix, pewnie masz to wrażenie czasu przeciekającego przez palce i za krótkiej doby. Jeśli dzień dłuży Ci się tylko wtedy, kiedy próbujesz uśpić swoje dziecko, warto zakodować – obowiązków będzie więcej. I dopóki jakiś ogarnięty, amerykański naukowiec nie wymyśli urządzenia do zatrzymywania czasu, nie kradnij go sobie sama – snując wizję alternatywnych scenariuszy.

Wymaż ze swojego słownika, głowy, życia!!!

Poczucie winy. Poczucie, że nie jesteś w odpowiednim miejscu, nie angażujesz się wystarczająco mocno albo mimo że robisz, co z Twoich sił, to efekty są niesatysfakcjonujące. To przez nie smutek dziecka, kiedy wychodzisz z domu, rodzi poczucie bycia złą matką. To ono sprawia, że wracasz do pracy po zwolnieniu lekarskim na drżących kolanach. I cokolwiek by się nie działo, to TWOJA wina, konsekwencja TWOICH decyzji. Kosmos zamienia się w piekło.

A gdyby tak…

Tymczasem znasz swoje dziecko jak nikt i przecież to nawet miłe, że będzie za Tobą tęsknić, a każde wyjście z domu ma swój piękny finał w postaci powrotu i rzucaniu się sobie w ramiona. Nie fajniej od razu założyć, że wychodzisz, bo musisz (Możesz też chcieć! To nawet wskazane!), ale wracasz, bo chcesz i masz do kogo? I skupić się na widoku tej małej mordki, która rozjarzy się na Twój widok?

Co do pracy – na co dzień pielęgnuj swoje poczucie wyjątkowości, ale w tym momencie zawieś je na kołku i powtarzaj sobie, że nie jesteś pierwszą pracującą matką na świecie, a bezproblemowe macierzyństwo przydarza się tylko w bajkach i opowieściach teściowych, „które wszystko robiły i robią lepiej”. Możliwość przebywania z dzieckiem na zwolnieniu lekarskim jest prawnie zagwarantowana. W tym czasie jesteś tam, gdzie potrzebują Cię bardziej (bo nie możesz być wszędzie i przestań próbować, bo się wykończysz). A jeśli ktoś ma problem, że wychodzisz wcześniej, bo Twoja córka gra właśnie w przedstawieniu drzewo, to zapytaj wprost: Czy Twoja mama uważała, że to jest ważniejsze od pracy, kiedy Ty stałeś na scenie wbity w niewygodne rajstopy i wypatrujący jej w tłumie? Bang! Zaorane.

Nie na wszystko mamy wpływ, choć mówią tak modni coachowie. Na swoje myślenie – owszem. Czujesz, że spędzasz za mało czasu z dzieckiem? Postaw na jakość i zafunduj mu petardę. Potrzebujesz odetchnąć, bo masz dosyć? Powiedz o tym, poinformuj dziecko „że nie dziś” i odpal bajkę. Obawiasz się o swoją posadę? Tylko idiota zwolniłby z pracy kogoś, kto ogarnia tysiąc rzeczy na raz, funkcjonuje bez snu i pracuje, bo ma dla kogo i docenia drobiazgi, których nie dostrzega żaden nie-rodzic: Twój przełożony może ciągle czegoś od Ciebie chce i wiecznie marudzi, ale przynajmniej nie rzuca się na ziemię i nie musisz mu wycierać gilów z nosa. Zawsze to jakaś zaleta, co?

Krótko mówiąc…

Dystans, bo się wykończysz. A przecież pracujesz, żeby dostać emeryturę, wychowujesz, żeby zobaczyć, co ta Twoja latorośl osiągnie i władzę nad którym kontynentem obejmie. Jesteś wystarczająco dobra i poradzisz sobie, to na pewno. To, czy będziesz szczęśliwa, jednak naprawdę zależy od Ciebie i Twojego podejścia.

Powodzenia, trzymam kciuki
– Radomska!

Przeczytaj także:

Rating: 4.8/5. From 24 votes.
Please wait...
 
Komentarze
Ewelina Truskowska

No i Radomska jak zwykle w punkt😊

Radomska jak zwykle celnie zauważyła. Nie da się wszystkiego ogarnąć, wylyzujmy kobiety i cieszmy się tym co mamy.

Cała prawda napisana czarno na białym.Choć my zawsze robimy z siebie osoby bez których świat się zawali a tatusiowie świetnie sobie poradzą gdy zostają sami. Więcej wiary. A tekst jak zawsze wspaniały 😁

Tym razem napisze zostawię tu słowo bo o mnie ten tekst jak byś chodziła za mną i spisała co myślę, uważam że większość matek tak ma niestety życie ucieka a a jak mówisz musimy wyluzować nie od jutra tylko teraz Już 😉 także ten Mamuśki popuszczamy pasa albo jak kto woli odpinamy guzik żeby nas nie gniotło a swobodnie się żyło 😉😘 pozdrawiam

Nic dodać,nic ująć!! Świetnie napisane!!

Radomska i prawda najprawdziwsza 😊 👏

Olinek ty to jednak potrafisz tak jak nikt by tego nie ujął!!!! 😁

Smutne Olu, ze piszesz dla impela – poczytaj moze o warunkach pracy i traktowaniu ekip sprzątających i ochroniarskich, wtedy zastanowi Cie moze, jak wyglada rodzicielstwo tych osób.

Idealnie trafiłaś z tekstem. Właśnie stoję przed furtką “powrót do pracy”. Bardzo się tego boję i niby wiem, że będzie okej i jakoś może bardziej docenie macierzyństwo, ale strach jest. Dzięki Radomska za ten tekst 🙂

Olinku jak zawsze czytając twoje teksty myske sobie “kurczę ona podsluchuje moje myśli i wątpliwości? Czy ona gdzieś jest obok mnie że wie co To nie i mówię?” Super tekst!@@

Super napisane,brawo👏👍

To poczucie odpowiedzialności za wszystko i wszystkich jest najgorsze. A gdzie w tym wszystkim my… Moją córkę od kilku miesięcznego brzdąca przyzwyczajam, że mama wychodzi ale zawsze wraca. Dlatego całkowicie się utożsamiam z tekstem 🙂

Ja matka wracam do pracy po 3 latach nieobecności. Stres. Strach. Śmiech przez łzy. Będzie dobrze. Musi być. Nie ja jedna na świecie, nie pierwsza i nie ostatnia. Dziekuję za ten tekst.

👏👏👏👏 ja mam jeszcze 8 msc ale juz sie trzese na mysl o pracy….

Super tekst. Z życia wzięty i bardzo fajnie się czyta . Cieszę się ze są dziewczyny które maja dystans do siebie jako mamy . Sama mam 2 córki 8 lat i 4 latka i wiem jak to jest 🙂

Kolejny genialny tekst! Świetnie się czyta, z resztą jak zawsze!

O linek jak zwykle napisała genialny tekst, po raz kolejny brawa dla tej Pani😁

Święta prawda, przetestowane dwukrotnie, dwa razy wracałam po macierzyńskim do pracy. Pierwsze dwa dni krążyła mi po głowie piosenka „i co ja robię tu” a potem od czasu do czasu uskutecznialam myśl „mam na to wywalone”. Młodzież żyje i ma się całkiem dobrze, Mąż nadal ten sam i nawet nie myśle go zmieniać (wcześniej to była tylko burza hormonów), praca nadal ta sama i nawet nie grozili nigdy zwolnieniem. Generalnie luuuz.

Dzięki za ten tekst. Moja córka ma dopiero 10 tyg a ja już się martwię jak ja wrócę za rok do pracy. Masz rację trzeba mieć do tego zdrowe podejście.

Człowiek od zawsze musi godzić ze sobą różne role społeczne. To czasem powoduje w nas konflikty wewnętrzne, które zbierane dłuższy czas – wybuchają ze zdwojoną mocą w najmniej oczekiwanym (i zwykle najmniej odpowiednim) momencie. Często nawet nie mając dzieci powtarza się nam, że musimy być najlepsze, że musimy wszystko ogarniać bo bez nas zawali się świat. Guzik prawda! Jesteś w związku? Niech Twój partner również we wszystko się angażuje. No i dajmy sobie pozwolenie na “popełnianie błędów” i “bycie nieidealną”. Przecież jak wszyscy na tym świecie będziemy tacy “w punkt” to zacznie się nam to nudzić 🙂

Radomska jak zawsze w punkt, fajnie się czyta. Chcemy więcej Olinka

Ja po pierwszym dziecku bardzo chciałam pójść do pracy i dość szybko znalazłam ją. Za 4 miesiące kończy mi się macierzyński na drugie dziecko i…. tak mi się nie chce wracać do tego konkretnego miejsca. Plan jest więc taki, że pójdę na wychowawczy albo założę coś swojego. Nie wyobrażam sobie już powrotu na stare śmieci bo miałam często dość duże wojenki z szefostwem okropnym 😒

Radomska w punkt. Tekst świetny. 👏👏👏

Trafnie, zwięźle i z dystansem. Super tekst, jak zawsze 😉

Mądre słowa, mądrej kobiety!

Mój Miś ma 24 lata! ale z tekstem zgadzam się w 100%!!!! Niestety później nie jest łatwiej!! Kocham cię Radomska!!!!

Jak zwykle prawdziwy tekst. I ja nawet odnoszę to do siebie jako mamy niepracujacej. Znowu widzę, że za dużo bym chciala kosztem samej siebie. A jak to mówią, szczęśliwa mama- szczesliwe dziecko.

Brawo Radomska👏

W punkt i na czasie! 1.09 wracam do pracy więc tynbardziej dziękuję za ten tekst 😘 wracam po 5 latach z dwójką dzieci więc zdecydowanie CHCE 😂

‘Twój przełożony może ciągle czegoś od Ciebie chce i wiecznie marudzi, ale przynajmniej nie rzuca się na ziemię i nie musisz mu wycierać gilów z nosa. ‘
Radomsko, Oleńko, ubóstwiam 😂
w samo sedno, matka zrozumie 👌🏼

Ola! Przyznaję, od Twojego wyjazdu do Holandii powoli przestałam Cię oglądać,słuchać, czytać. Cos mi nie pasowało w Twoim zachowaniu i sposobie mówienia, pisania mimo,że od roku codziennie Cię wypatrywalam na insta i czekałam aż coś wrzucisz co poprawi mi humor,albo sprawi,ze pomyślę “kurde, ta laska rozgniata galaktyke swoim stylem i sposobem bycia..”. Dzisiaj przeczytalam ten tekst licząc, ze wróciłaś… No i kurde Radomska came back <3 Nie odchodz nigdzie. Tekst w dechę. 10/10. Pjona. Extra. 😛

poprostu kawa na ławę,nie spinajmy pośladków,bądźmy szczęśliwe

Trafione w punkt!!! Dziecko I rodzic do wszystkiego sie przystosuja. Jestem sama z dzieckiem i kiedys nawet nie pomyslalabym jak bardzo moge sie zorganizowac.. fakt ze zeby ogarnac system pracuje tylko nocne zmiany moze przerazac ale wtedy jest czas w ciagu dnia na szkole obiad I zabawy.. na spanie tez jest go coraz wiecej I bo syn coraz wiekszy i bardziej wyrozumialy. Juz nie klade sie na drzemke z przerazeniem czy jak wstane nie bede miec scian w masci ,kota w mleku w proszku, a swiezo wymalowanych scian z obrazmi syna.

Pozostaje się cieszyć, że ja do pracy nie wracam – bo nigdy jej nie opuściłam. Prowadzenie z mężem firmy i praca zdalna dodatkowo = brak macierzyńskiego. Dzięki temu od początku mam luz, podejście raczej zdrowe, nie czuję też ryzyka że dziecko mnie osaczy i dla niego zrezygnuje ze wszystkiego. Wiadomo, ceną jest niedobór snu, ciągle zmęczenie, brak czasu na książki i kino, ale warto.

Jak zawsze w punkt 🙂 mega tekst…

Właśnie od września mnie to czeka… Postaram się zapamiętać Twoje słowa Radomska 🙂 dzięki za ten tekst!

Właśnie od września mnie to czeka… Przypomnę sobie Twoja słowa Radomska 🙂 dzięki za ten tekst!

Dzięki Radomska 💕- matka buntowniczego dwulatka

Święta racja !

Świetny tekst 👍

Poczucie winy, zróbmy to lepiej, zróbmy to szybciej i tak w kółko… dzięki Olinku jak zawsze mądrze i w punkt !:)

Radomska jak zwykle w punkt 💪 nie mam dzieci, nie planuje, ale po podejściu mojej mamy do pracy kiedy byłam mała wiem, że obwinianie się za to, że chce się pracować a nie żyć tylko domem, jest złym pomysłem. Dziecko w końcu dorośnie, wyjdzie z domu i ułoży sobie własne życie, a w kobiecie zostaje tylko tęsknota za pełnym domem, bo w tym wieku już ciężko wbić się na nowo w rynek pracy i to wszystko. A jak pójdzie do pracy gdy dziecko małe, to i bardziej docenia się wspólny czas i jednak myśli też nie tylko o tym dziecku. A to ważne, by choć trochę zostać sobą będąc matką 😉

Za Radomską ja w ogień skoczę to czemu by nie wskoczyć na obcego bloga? 😉 jak zwykle dziękuję za wpis. Czuję teraz spokój i ogromną wdzięczność za zrozumienie moich rozterek…

Tak właśnie jest Olenek wie co pisze … a ja … Cały czas się tego uczę. 🤪

Radomska 💝💝💝

Ja właśnie wracam do pracy po 5 latach niepracowania zawodowo. Byłam z dziećmi. Wpierw jedna ciąża potem druga dość szybko wiec tak minął ten czas. Czy się cieszę? Boje się ale chyba po prostu tego nowego. Bo dzieci zostają z babcia wiec to najlepsza opieka jaka mogliśmy z mężem zafundować naszym dzieciom 🙂

Kochana! Akurat moj problem. W tej chwili pracuje 8-12… dostalam oferte super pracy od 8do17 i mam ogromne wyrzuty sumienia jak ja to ogarne, co jak syn mnie znienawidzi ze wybralam prace zamiast spedzac z nim wolny czas? Moze jednak przepekac na pol etatu do jego 16tki i stac w miejscu nie rozwijajac sie??? Nie mowie ze mam gorzej bo jestem samotna matka… ale czy warto???

We wtorek wracam do pracy po 2 latach zajmowania sie dzieckiem. Powiem tak, bałam sie okropnie, dziecko do żlobka ja do pracy. Jak to bedzie czy dam rade. Ale to ze nie musze wycierac gluta mojemu przełożonemu przekonalo mnie w 100 % !!!!!!!! CHCE DO PRACY !!!

Dziękuję Ci bardzo właśnie takiego tekstu potrzebowałam. Jutro mój pierwszy dzień pracy, mimo że wracam z własnego wyboru to jakoś tak ciężko i martwię się jak to będzie. Ale muszę się trzymać zdania, ze nie jestem jedyną matka która wróciła do pracy ;D Ale z tego najbardziej w tej całej sytuacji denerwują mnie komentarze innych matek, ale nauczyłam się na nie odpowiadać “wracam bo chce, wracam by nie zwariować” i muszę o tym pamiętać każdego dnia. Jeszcze raz Ci dziękuję za iskierkę nadzieii, że jednak nie będzie tak źle jak sobie wyobrażam.

To jest ten moment w moim życiu, gdzie czuje się ze jestem między pracą.. a dziecmi.. dzięki za tekst mi dał dużo do myślenia :*

To będzie długi komentarz. Sama nawet nie wiem jak długi, bo trafiłaś w punkt. Moje 13-miesięczne dziecię właśnie zasnelo. Szczęściara ze mnie, bo zwykle nie daje ki nawet na wspólnej obejrzeć. Chyba wie co się święci. Jutro ruszamy. Ja do pracy, Wojtas do żłobka. Idę na dzień dobry z poczuciem winy, że go zostawiam, ja, matka, z którą spędza 24/7. Jestem samotną mamą. Stało się tak, że ojciec nigdy Wojtka nie widział, nie angażował się w “nasze” sprawy. Jego strata. Dziadkowie? Jasne, że są. Jedyni i najkochańsi na świecie. Dzieli nas 300km. Rozmowy na skajpie, owszem, sprawiają radość, Wojtas, krzycząc po stokroć “baba”, wzrusza moich rodziców do łez. Ale na skajpie nikt mi dziecka nie popilnuje, nie zabierze go na spacer. Ciężko jest. Ciężko jest wrócić do pracy samotnej matce. Nie wiem czy ciężej niż mamie, która ma faceta, ale lekko nie jest. W czasie macierzyńskiego (celowo pominęłam słowo “urlop”, bo dla mnie nigdy nie był to urlop), dwoiłam się, troiłam i dziesiątkowałam(?) żebyśmy we dwoje jakoś sobie poradzili. Począwszy od wspólnego sikania, przez zakupy, wspólne mycie auta, odkurzanie z 6-miesięczniakiem na brzuchu, gotowanie z raczkującym dzieckiem między nogami. I wiem, że robi to każda matka. Nic nadzwyczajnego. Mi tylko brakuje zmiennika, który przyjdzie z roboty, bardziej lub mniej zmęczony, weźmie glonojada (pseudo ze względu na wieczne lizanie/gryzienie ścian/podłóg/innych płaskich powierzchni) i powie:”weź matka, kimnij się, umyj albo może pomaluj paznokcie?”. No brakuje jak cholera. Dlatego boję się tego powrotu do pracy. Doba stanie się jeszcze krótsza, dziecko coraz starsze więc spanie o 18.40 będę mogła co najwyżej wspominać z uśmiechem na twarzy.
Ok, zgubiłam wątek, który miał być tym głównym. Boję się, po prostu boję się o Wojtka, o siebie, o to czy nie przysnę w pracy, czy Wojtek będzie zdrowy, czy zdążę odebrać go ze żłobka, czy on w tym żłobku nie wypłacze wszystkich swoich łez? Milion pytań i wątpliwości. Smutek i poczucie winy zamiast radości z powrotu do ludzi i wyjścia z domu. Matka to matka. Dzięki, Radomska, za ten tekst, który przeczytałam w przeddzień otwarcia nowego rozdziału mojej powieści o samotnym macierzyństwie.

Dzięki
Zasnę spokojniejsza 🙂

Zostaw odpowiedź