Zapracowani jadą na odwyk

photo-1450849608880-6f787542c88a

Dla niektórych dni ustawowo wolne od pracy, przerwy świąteczne lub wakacje nie są wcale czasem relaksu, a stresu. Dlaczego? Bo nie każdy potrafi w pełni odpoczywać, zapominając o pracy. Ale da się temu zaradzić. Odwyk od pracy. Tego potrzebujecie.

Praca jest bardzo ważnym elementem naszego życia, ale i od niej trzeba czasem odpocząć. Jest grupa ludzi skupionych na swoim życiu zawodowym tak bardzo, że na samą myśl o urlopie robi im się słabo. Z pewnością zadają oni sobie pytanie, w jaki sposób wypełnią wolny czas. Czy będą w stanie zapomnieć o obowiązkach. Czy porzucone sprawy nie zaognią się nagle i nie trzeba będzie ich rozwiązywać w najmniej odpowiednim momencie, kiedy dostęp do telefonu czy maila będzie ograniczony. Czy rodzina i znajomi, marzący o tym, żeby w końcu mieć nas na własność nie będzie rozczarowana, kiedy nie będziemy w stanie odciąć się od życia zawodowego. Znacie te niepokoje? To pierwszy, niepokojący znak, że zbytnio przywiązaliśmy się do naszego miejsca pracy.

To właśnie jest najtrudniejsze: oderwać się, skierować myśli na inne tory, odpocząć.

Dla tych, którzy chcieliby zmienić swój tryb życia, przystopować i bardziej doceniać codzienność pozazawodową jest ratunek – wakacyjny odwyk w klasztorze lub w azjatyckiej aśramie.

Urlop w celi

Gołe ściany i ascetyczny wystrój – łóżko, stolik, krzesło. Typowa klasztorna cela. Nie ma Internetu, zabieranie telefonu można sobie darować, a dzień toczy się w zupełnie innym rytmie, który wyznaczają pory posiłków oraz świt i zmierzch.

Klasztory coraz częściej otwierają swoje wrota, aby pomóc osobom przepracowanym, zestresowanym, cierpiącym na syndrom “tu i teraz”, gdzie wszystko musi być gotowe jak najszybciej, a chwilowe wypadnięcie z obiegu jest śmiercionośne. Takich ludzi przybywa, w przeciwieństwie do klasztornych cel. Nierzadko zdarza się, że urlop trzeba rezerwować z wielomiesięcznym wyprzedzeniem.

Bracia zakonni nie narzucają kuracjuszom zadań obowiązkowych, ale chętnie przyjmą pomoc w kuchni czy w ogrodzie, a także zaproszą do wspólnej modlitwy. Ogólną obowiązkową zasadą jest porzucenie na czas pobytu w klasztorze, bieżących spraw. Dlatego osoba, która chce w ten sposób wypocząć nie zabiera ze sobą laptopa czy komórki. Za to książki i notatniki są mile widziane. Czas za klasztornymi murami powinien być spędzony na rozmyślaniu, refleksji i relaksowaniu ciała i ducha.

Zakony rozszerzają swoje oferty i starają się sprostać potrzebom zapracowanych i zestresowanych osób. Jeśli ktoś życzy sobie urlopu w pełnej ascezie, bez wygód, z pewnością otrzyma taką ofertę. Są miejsca, gdzie zamiast łóżka można spać na sienniku lub… w trumnie. Zakonnicy oferują prostą i naturalną kuchnię, regularny porządek dnia i oceany spokoju.
Obecnie to głównie zakony męskie dominują na rynku klasztornych wakacji. Na turnusy przyjmowane są pojedyncze osoby. Nie ma mowy o zabraniu na taki urlop żony czy kogoś ze znajomych. Wypoczynek ma być indywidualny. Wyjątkiem od reguły jest np. klasztor w Tyńcu. Tam może przyjechać każdy, bez względu na płeć.

W indyjskiej pustelni

Aśrama to indyjska pustelnia. Takie miejsca powstawały w Indiach już w czasach starożytnych, a dziś są po prostu modne wśród turystów pragnących zasmakować innego rodzaju wypoczynku. Do aśram w latach 60. ubiegłego stulecia jeździli np. członkowie zespołu The Beatles. Bohaterka książki “Jedz, módl się, kochaj” autorstwa Elizabeth Gillbert, jedzie do aśramu by poszukać siebie i zapomnieć o niesatysfakcjonującym życiu w Ameryce.
Aśramy przeważnie zakładali duchowi mistrzowie; prowadzili je osobiście, a placówki te nosiły imiona swoich założycieli. A jak wygląda urlop w indyjskiej pustelni obecnie?

Ośrodki medytacyjne w Indiach już dawno temu otworzyły się na ludzi z Zachodu, chcących na trochę oderwać się od rzeczywistości. Oferty takich miejsc są naprawdę interesujące i poza wypoczynkiem (bardzo często w przepięknej np. himalajskiej scenerii), proponują także pogłębianie wiedzy o buddyzmie, medytację, lekcje jogi, naukę języka i bliskie obcowanie z odległą kulturą. Wszystko jest bardzo inspirujące i pozwala na prawdziwy, także mentalny, odpoczynek.

Odpoczynek w ośrodku medytacyjnym to także świetna okazja, by poznać osoby z innych krajów i kultur. Ośrodki takie otwarte są dla każdego, bez względu na narodowość, więc można spodziewać się międzynarodowego klimatu i wielu inspiracji i motywacji płynących zarówno od ludzi, jak i bezpośrednio z miejsca, w którym się przebywa.

Wakacje tego typu można zorganizować samemu, bez pomocy biura podróży. Wystarczy trochę poszperać w sieci po angielsku i z pewnością po chwili znajdzie się odpowiednia oferta.

Zapracowani jesteśmy prawdopodobnie wszyscy. I wszyscy jesteśmy do siebie w tym stanie podobni. Zabiegani, powtarzający jak mantrę, że czego jak czego, ale czasu nie mamy. Problemem jest też to, że często czas przeznaczony na odpoczynek zwyczajnie marnujemy. Huczna, suto zakrapiana impreza zazwyczaj sprawia, że jesteśmy bardziej zmęczeni niż przed nią. Czesto też czas wolny poświęcamy na nadgonienie obowiązków towarzyskich i prywatnych, które traktujemy jak równoległą pracę i które często są równie wyczerpujące.

Każdy ma obowiązki zawodowe i domowe, ale dobrze do wszystkiego podchodzić z dystansem, humorem i rozsądkiem, a w sytuacji, która nas przerasta, wybrać się na wakacje wspomagające nie tylko ciało, ale i ducha. Bilans będzie na pewno dodatni, nawet jeśli w tym momencie wydaje się to nam absolutnie niemożliwe. Wypalenie zawodowe potrafi nie tylko zniszczyć karierę, ale oddalić nas od bliskich ludzi i doprowadzić do chorób ducha i ciała. Mądrze przystopujmy.

Przeczytaj także:

Zagłosuj jako pierwszy!
Please wait...
 
Komentarze

bo pracować trzeba umieć. znam osoby z wypaleniem zawodowym i to nic miłego. podstawą jest zachowanie higieny psychicznej i posiadanie odskoczni o pracy.

Zostaw odpowiedź