Żeby tak się chciało…

impel_blog_26_02Dzisiaj możecie przeczytać tekst, który napisała dla nas Monika Gabas z bloga drlifestyle.pl, jesteście ciekawi skąd brać motywację i jak walczyć z prokrastynacją? Zapraszamy do lektury!

Podstępny wróg. Działa z ukrycia i atakuje w najmniej oczekiwanym momencie. Bo przecież w głowie już masz ułożony plan podbicia wszechświata, a wizja siebie pławiącego się w deszczu niekończących się sukcesów dodaje optymizmu.

Aż przychodzi ona. Czai się za rogiem i tylko czeka, by zaatakować. Mówią na nią prokrastynacja. Zgodnie z definicją to „tendencja do nieustannego przekładania pewnych czynności na później, ujawniająca się w różnych dziedzinach życia”. W utrudnianiu prowadzenia aktywnego stylu życia wręcz się specjalizuje.

Ma magiczne moce, które przytrzymują Cię w łóżku mimo budzika ustawionego na pół godziny wcześniej niż zwykle, by pobiegać. Przykuwa przed telewizorem, mimo że chciałeś iść poćwiczyć. Przekonuje Cię, że skoro nie ćwiczyłeś od lat to przecież jeden dzień nie zrobi rodzica. Utwierdza w przekonaniu, że jeden dzień w tą czy w tą nie zrobi mi różnicy.

Pewnie pamiętasz te 5 minut, podczas których miałeś tylko przejrzeć fejsa i Instagram, a przepadłeś w otchłani Internetu na 3 godziny. Obiecywałeś sobie, że zaczniesz robić coś jutro. I jutro, i jutro, i jutro. Codziennie, każdego dnia, „jutro” jawi nam się jako kraina produktywności, motywacji, silnej woli i zapału do pracy.

I znów wkracza ona. Prokrastynacja, czyli nasza decyzja (mniej lub bardziej świadoma) o niezrobieniu rzeczy, której często sami chcieliśmy się podjąć. To trochę kłótnia z samym sobą. Jedna część Ciebie chce iść na trening, ale druga woli zostać pod kocem i nadal grać w simsy. Niestety, jesteśmy mistrzami świata w przekonywaniu samych siebie, że nic się nie stanie, jeśli przełożymy coś na jutro.

Wbrew pozorom ta kłótnia dzieje się nie tylko w Twojej podświadomości – ma miejsce w Twojej głowie, gdzie spierają się między sobą układ limbiczny i kora przedczołowa. Ta ostatnia to porządna uczennica w wyprasowanym mundurku – wyższa stopniem rozwoju część mózgu, która każe Ci pracować. Pierwsza z kolei jest bardziej prymitywna i zadowala ją dalsze oglądanie „Seksu w wielkim
Mieście”. Skoro jest bardziej prymitywna, to dlaczego chętniej się jej podporządkowujemy?

Jest jeszcze jeden uczestnik tego sporu – ciało migdałowate. Nasz wczesny wykrywacz potencjalnych zagrożeń. W lesie widzisz wilka i co robisz? Ja nie wiem, bo nigdy nie widziałam wilka w lesie ;), ale bałam się na przykład wywoływania do tablicy, gdy nie przygotowałam się do zajęć. Serce zaczynało bić szybciej, na dłoniach pojawiał się zimny pot, a moja kora przedczołowa się wyłączała. W tej sytuacji nie byłoby na moją korzyść myślenie o obowiązkach, które mam do wykonania, skoro liczy się tylko jedno: przetrwać.

Gdy prokrastynujemy, to tak naprawdę odczuwamy łagodny lęk. Perfekcjoniści używają prokrastynacji, by uniknąć osobistej porażki. Wolą czegoś nie zrobić, niż ponieść klęskę. Co się dzieje wtedy w naszych głowach? Poznajcie małpi rozum, który bierze nad nami górę!

Jest poniedziałek, a w piątek czeka Cię egzamin. Myślisz sobie, że zaczniesz od jutra, żeby na spokojnie ze wszystkim się wyrobić. Zaczynasz w czwartek. W nocy. Twoja kora przedczołowa już w poniedziałek wiedziała, że podejmujesz złą decyzję, ale nie miała wystarczającej siły przebicia, by pokonać swoich wrogów. Więc jak wygonić małpę z własnej głowy? Zacznij myśleć o swoich myślach. Uświadom sobie, że nie jesteśmy sami w podejmowaniu decyzji – mamy tego leniwego, małpiego intruza w naszej głowie. I nie pozbędziemy się go, dopóki nie będziemy mieć odwagi, by myśleć realistycznie o przyszłości.

Żeby było Ci łatwiej najpierw:

1. PRECYZYJNIE ustal czego chcesz.
2. ZAPISZ TO – niezapisane cele to nadal tylko życzenia.
3. Ustal DOKŁADNY termin rozpoczęcia realizacji celu i deadline do pierwszych oczekiwanych efektów (efekty możemy postrzegać nie tylko w kwestii sylwetkowej, ale np. w liczbie odbytych treningów).
4. Stwórz listę wszystkich rzeczy, które przyczynią się do realizacji celu (w naszym przypadku: plan treningowy – zorientuj się w ofercie klubów fitness w swojej okolicy, sprawdź czy nadal pasują na Ciebie buty do biegania, które kupiłeś lata temu, zorientuj się, czy w pobliżu miejsca zamieszkania masz warunki do uprawiania nordic walkingu itd.).
5. Uporządkuj tę listę wg priorytetów – stworzysz plan działania, który poprowadzi Cię prosto do celu. Znajdź czas na realizację postanowień w swoim harmonogramie dnia. Każdy ma do dyspozycji dokładnie 24 godziny, więc Ty też możesz wygospodarować 4 proc. czasu dostępnego w trakcie doby na trening!
6. NATYCHMIAST podejmij działanie – nie czekaj na poniedziałek. Nie czekaj na jutro. Nie czekaj na COKOLWIEK! Skończ czytać wpis, wskakuj w strój sportowy i biegnij!
7. Myśl o sobie dobrze. Myśl o sobie tak, jakby ten cel był już zrealizowany. Już teraz wizualizuj sobie cel, choćby teraz wydawał Ci się absurdalny i nierzeczywisty. Nawet jeśli długo nie będzie widać wymarzonego efektu – nie zniechęcaj się. Twoje ciało jeszcze nie dogoniło Twojej wyobraźni, ale to się zmieni. Nie zniechęcaj się, że wymaga to czasu. Czas ma to do siebie, że i tak
upłynie.

Każdy oczekuje spektakularnych efektów, wszyscy chcemy spełnić swoje marzenia, zrealizować cele. Jednak nie każdemu z nas się to udaje.
Bardzo często jedyną zmienną między tymi, którzy odnoszą sukces, a którzy ponoszą porażki jest fakt, że Ci pierwsi CHCĄ zrealizować swój cel, a ci drudzy MUSZĄ to robić.
„Muszę schudnąć, bo koleżanka powiedziała mi, że jestem gruba”, „Muszę zacząć ćwiczyć, bo żona od miesięcy wierci mi dziurę w brzuchu, mam już dosyć jej gadania”, „Muszę iść na siłownię, bo wszyscy chodzą”. Postaraj się zmienić założenie. Idziesz na siłownię, bo chcesz poćwiczyć (tak, naprawdę istnieje moment, w którym zaczyna się czerpać przyjemność z samego faktu odbycia treningu). Idziesz biegać, bo wysportowanej sylwetki chcesz bardziej niż wieczoru z chipsami i filmem.

A jeśli nadal nie wiesz co zrobić, żeby Ci się chciało tak, jak Ci się nie chce, to podrzucam kilkanaście sprawdzonych sposobów na zmotywowanie się do ćwiczeń:

• Znajdź swoją ulubioną formę aktywności fizycznej – nie musisz chodzić na zumbę, nawet jeśli zachwycają się nią wszystkie Twoje koleżanki, skoro Ty czujesz się tam jak słoń w składzie porcelany i zamiast spalać kalorie zastanawiasz się nad tym czy teraz w lewo, czy w prawo, gdzie ta noga AAAA znowu pomyliłaś ręce! Masz do wyboru ćwiczenia grupowe z choreografią, spinning, ćwiczenia siłowe, treningi personalne, bieganie, jazdę na rowerze, taniec, sztuki walki, crossfit, gry zespołowe, basen, ćwiczenia w domu z programami online, wspinaczkę, sporty ekstremalne, sporty zimowe, kręcenie kilometrów na orbitreku przy oglądaniu seriali, a Ty mi mówisz, że nie lubisz uprawiać sportu? Na początku swojego Wielkiego Zrywu na Rzecz Wprowadzenia w Harmonogram Dnia Aktywności Fizycznej wybieraj jak najbardziej zróżnicowane treningi, byś np. po miesiącu mógł ocenić, który z nich sprawia Ci najwięcej frajdy. Nie przejmuj się, jeśli nie padnie na ten, który ma najlepszy PR i we wszelkich źródłach jawi się jako najsilniejsze działo przeciwko nadwadze. Na początku masz zaszczepić w sobie sympatię do jakiejkolwiek aktywności fizycznej.

• Myśl o korzyściach, którymi zaprocentuje odbyty trening. Zdrowie, lepsza sylwetka? Pewnie! Ale może to też okazja do spotkania się ze znajomymi, wyjścia z domu, zyskania więcej energii, szansy na lepszy sen. Przy intensywnym treningu nie będziesz mieć czasu na zadręczanie się kłótnią z szefem, fochem małżonka czy niepowodzeniem na uczelni.

• Obiektywnie sprawdzaj swoje postępy. Nie mam tu na myśli polegania na ocenie odbicia w lustrze czy codziennym sprawdzaniu wagi. Wystarczy, że na początku eksperymentu zważysz się i zmierzysz centymetrem krawieckim i powtórzysz pomiary po 4 tygodniach o tej samej porze dnia. 4 tygodnie uczciwego treningu połączonego z bardziej świadomym odżywianiem to zazwyczaj wystarczający czas, by móc oczekiwać pierwszych efektów. Waga nie najlepiej odzwierciedla postępy, ponieważ wahania na poziomie 1-2 kg dziennie są zjawiskiem powszechnym, a nowo wypracowane mięśnie o tej samej objętości co tłuszcz ważą znacznie więcej. Warto jednak ją obserwować, może pomóc w kontrolowaniu poziomu wody zatrzymywanej przez organizm, ale nie warto się nią zadręczać w kontekście oceny swoich postępów. Dlaczego odpada mierzenie ich na podstawie spojrzenia w lustro? Sami dla siebie jesteśmy najbardziej wymagającym sędzią – obserwując odbicie każdego dnia, możemy nie zauważyć efektów, które przecież nie pojawiają się z dnia na dzień. Niestety, nie ma sposobu na obudzenie się z sześciopakiem na brzuchu, nawet po najintensywniejszym treningu w dniu poprzednim.

• Opisuj efekty. Załóż dziennik treningowy (tradycyjny lub w formie aplikacji na telefon), w którym będziesz notować każdy odbyty trening, osiągnięte rezultaty. W ten sposób zobaczysz jakie robisz postępy, skoro na początku miesiąca mogłeś przebiec maksymalnie 2 kilometry, a teraz robisz 5 to chyba jest to namacalny dowód, że jest coraz lepiej? Raportuj postępy sylwetkowe. Możesz załączać swoje zdjęcia, wyniki pomiarów – w gorszych chwilach sięgaj do pierwszych zapisków i zobacz jak dużo już osiągnąłeś.

• Inspiruj się. To wcale nie znaczy, że masz zacząć śledzić wszystkie profile, na których publikowane są zdjęcia superszczupłych lasek w superciuchach, czy supernapakowanych kolesi z superszejkerami w ręku. Na portalach społecznościowych czy na blogach szukaj przede wszystkim osobowości. Śledź treningi konkretnej osoby, podglądaj jej codzienność. Inspiruj się jej stylem, życiem, jej pasją, umiejętnością godzenia treningów z pozostałymi obowiązkami. Szukaj osobowości, a nie ładnych fotek. Bardzo ważne, byś inspirując się, nie próbował porównywać się do innych. Skoncentruj się na byciu możliwie najlepszą wersją siebie, nie potrzebujesz punktu odniesienia w postaci efektów innych osób.

• Fantazjuj. Zacznij wyobrażać sobie siebie w wymarzonej formie. Pójdź krok dalej! Przygotuj tablicę motywacyjną lub kolaż w kalendarzu. Wydrukuj sylwetki, które najbardziej Ci się podobają. Zabaw się w barbarzyńcę i pozbaw ich właścicieli twarzy. W ich miejsce wklej własną twarz z innych zdjęć – może być w nieco większym formacie niż było to w oryginale, efekt będzie wywoływał uśmiech. Najlepiej, jeśli będziesz mógł ulokować swoje dzieło tam, gdzie często zaglądasz – by stale przypominało Ci, po co to robisz.

• Znajdź partnera do ćwiczeń – najlepiej niech będzie to osoba o podobnym stopniu zaawansowania co Ty. Jest kilka korzyści z działania we dwoje. Po pierwsze, może być Ci najzwyczajniej w świecie głupio odłożyć po raz kolejny trening. Po drugie, nawet jeśli przejdzie Ci to przez myśl, druga osoba zmotywuje Cię do wyjścia z domu.

• Pogadaj sam ze sobą – jednym pomaga nazywanie się paskudnymi leniami, innym straszenie się własną potencjalną niesłownością. Dość uniwersalną metodą jest również skierowanie myśli w stronę wieczora. Pomyśl jak bardzo będziesz niezadowolony, skoro kolejny raz odpuściłeś sobie trening. Zamiast być o dzień bliżej do wymarzonych efektów, Ty po raz kolejny pogłębiasz przestrzeń między dniem dzisiejszym, a świętym nigdy, na kiedy odkładasz treningi. Weź się w garść i nie rób z siebie błazna przed samym sobą – jeśli Ty nie jesteś w stanie być wierny swoim obietnicom, to dlaczego ktoś inny miałby być? A jeśli już wyjdziesz czy po prostu wyciągniesz matę do ćwiczeń z szafy, choćby nie wiem jak bardzo się nie chciało, to po skończonym treningu będziesz z siebie dumny, zadowolony i szczęśliwy. To już nie jest kwestia psychologii, a fizjologii naszego organizmu (Bogu dzięki za pomysł z endorfinami uwalniającymi się po aktywności fizycznej!).

Nie czekaj na „lepsze czasy”. Nie planuj, że zaczniesz, kiedy uporasz się z tym projektem, że kupisz karnet na siłownię, jak znajdziesz chłopaka, że czekasz tylko na poprawę pogody i wtedy już na pewno zaczniesz. Życie dzieje się teraz. Pamiętaj, że jest jedno najtrudniejsze ćwiczenie. Mają z nim problem kulturyści, mistrzowie świata, uczestniczki Miss Universe, modelki. Wszyscy, nawet najbardziej doświadczeni sportowcy. Spiąć pośladki, odkleić się od kanapy i po prostu zacząć trening. Obiecuję, że później jest już z górki!

 

No votes yet.
Please wait...
 
Komentarze

wow! gratulacje dla autorki, że jej się tak chciało 😉 świetny tekst, długaśny, ale warto przeczytać cały! Właśnie sięgam po skakankę, nie wieczorem, nie jutro, ale teraz 🙂

swietne rady napisane dla mnie, bo mnie to dopada codziennie od mniej wiecej 1,5 roku i skutki juz sa nieciekawe

Jestem żywym przykładem jak przyjemnie jest jak sie tego lenia pokona- tak strasznie chciało mi sie spać dzisiaj po południu, ze juz leżałam w łożku, ale wstałam i wskoczyłam na matę, ogromna satysfakcja 😀 super tekst, napewno będzie pomocny w chwili słabości

O to prawda, jestem prawdziwą prokastynatorką. Co mam zrobić dziś zrobię pojutrze, będę miała dwa dni wolnego- zasada, która mi przyświeca. A na poważnie, to rzeczywiście czasem brak motywacji powoduje się, że się totalnie nie chce, a można by to odwalić i mieć spokój

Chętnie wypróbuję ten schemat. Mam nadzieję, że on pomoże mi zbudować właściwą motywację.

Właśnie tak mam słomiany zapał, biorę się do ćwiczeń i kończy się na niczym lub po krótkim czasie , zawsze jakieś wytłumaczenie się znajdzie. Widać czas postawić jasno sprawę i w końcu wziąć się za siebie.

Zostaw odpowiedź